DRUGA SKÓRA
SMAKI ŻYCIA
Ostatnio rozmawiałem z młodymi ludźmi o modzie. Interesowały nas jednak nie trendy, lecz odwaga w życiu. To, że warto być sobą – także w sferze wyglądu.
Mirosław Nizio
Architekt, designer, rzeźbiarz, mecenas sztuki
Ubiór jest jednym z najpotężniejszych języków. Opowiada o przynależności, statusie, sukcesach oraz aspiracjach. Magazyny, media społecznościowe i rozmaite autorytety podpowiadają nam, jak powinniśmy wyglądać, aby zostać zauważeni, zaakceptowani lub darzeni uznaniem. Każda epoka tworzy własny język estetyki – w tym stroju. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynamy wierzyć, że cudzy język powinien zastąpić nasz własny.
Im więcej wiedziałem, obserwowałem, podróżowałem i poznawałem różne kultury, tym mocniej utwierdzałem się w przekonaniu, że najpiękniejszą cechą człowieka nie jest doskonałość, lecz autentyczność. Ubiór potrafi ją podkreślić, ale może też ukryć. Buduje pierwsze wrażenie i wpływa na sposób, w jaki jesteśmy odbierani. Każdy zawód ma swój kod, własny sposób komunikowania profesjonalizmu. W pewnym sensie każdy z nas zakłada na siebie drugą skórę, by odnaleźć się w swoim środowisku, wtopić się w tłum albo zostać zauważonym.
Ale czy jest to naprawdę nasza własna skóra? Zdarza się, że ubieramy się nie po to, aby wyrazić siebie, lecz po to, aby ukryć lęki, niepewność lub potrzebę akceptacji. Stajemy się aktorami odgrywającymi role, które z czasem zaczynają wydawać się naszą prawdziwą tożsamością.
Świadomość własnych wyborów jest jedną z największych wartości, jakie możemy w sobie zbudować. Dotyczy nie tylko ubioru, lecz także całego naszego życia. To ona pozwala zachować wewnętrzną równowagę i odwagę, nie rezygnując z siebie nawet wtedy, gdy świat oczekuje czegoś innego.
W wieku dwudziestu pięciu lat ubiegałem się o stanowisko projektanta w dużej nowojorskiej firmie. Oprócz talentu oczekiwano ode mnie określonego wyglądu: białej koszuli, krawata i markowego zegarka. Profesjonalizm miał swój uniform. Kreatywność najwidoczniej również. Pamiętam, że zadałem sobie wtedy jedno pytanie: czy naprawdę muszę się dostosować, żeby być zaakceptowanym?
To doświadczenie otworzyło przede mną nowe horyzonty i nauczyło mnie świadomych wyborów. Chciałem projektować szczerzej, tworzyć rzeczy, które pozwalają człowiekowi pozostać sobą. Ubranie nie powinno dominować nad osobowością, lecz stanowić jej naturalne przedłużenie. Jak każdy przejaw działalności twórczej nie powinno wynikać z potrzeby podążania za trendami, lecz z wierności własnym wartościom. Warto uczynić je odbiciem własnych doświadczeń – choćby lektur, spotkań, podróży – i nieustannego poszukiwania, a nie odpowiedzią na cudze oczekiwania.
Wierzę, że prawdziwy styl rodzi się z odwagi, samodzielnego myślenia i świadomych wyborów, by nie ukrywać swojej autentycznej wrażliwości. Odpowiednio dobrane ubranie może być nie tylko kostiumem, lecz także zbroją czy mundurem. Jednak może też stać się drugą skórą – taką, która nas nie ukrywa, lecz pomaga być autentycznym.
I właśnie wtedy ubiór przestaje być jedynie ubiorem. Staje się opowieścią o nas samych. A ta opowieść nigdy nie wychodzi z mody.



