NAŁĘCZOWSKIE ECHO
SMAKI ŻYCIA
Podróż do Nałęczowa po wielu latach ożywia na nowo szkolne wspomnienia. Liceum plastyczne było moją pierwszą przestrzenią odkrywania świata sztuki. W drewnie, wiklinie, glinie i farbach to próbowałem uchwycić rzeczywistość, to znaleźć ujście dla wyobraźni. Te działania przypominały rzeźbienie w kamieniu. Tak samo wymagały wyczucia, odpowiednich narzędzi i niemało cierpliwości.
Mirosław Nizio
Architekt, designer, rzeźbiarz, mecenas sztuki
Tamte pierwsze, nałęczowskie próby świadomego, a zarazem osadzonego w teorii kształtowania materii otwierały przede mną nowe horyzonty. Już wtedy – na samym początku drogi – pojawiały się wyraźne drogowskazy na przyszłość. Powrót po latach i spotkanie z kolegami oraz przyjaciółmi, którzy dziś tworzą własne światy jako edukatorzy i mentorzy szkoły, przywołały dawno zapomniane obrazy. Albumy ze zdjęciami uśmiechniętych uczniów, pełnych życia i nadziei, wprowadzają w duszę sentymentalne nuty – aż oczy lekko się szklą. Ściany wielokrotnie pokrywane białą farbą, podłogi odnawiane niezliczoną ilość razy, zapach gliny, drewna i wikliny w pracowniach – wszystko to budzi wspomnienia i skłania do refleksji. Dotyk dawnych narzędzi i przyborów, naznaczonych dotykiem niezliczonych rąk, ożywia chwile, które wydawały się już zamknięte.
Szczególną wagę ma uścisk dłoni oraz uśmiech mojego nauczyciela i mentora Piotra Kmiecia. Wciąż aktywny malarz znalazł tu swoje miejsce – chyba na zawsze. Kontakt z młodymi ludźmi, z energią, którą wnoszą, zdaje się inspirować go tak, jak on inspiruje kolejne roczniki uczniów. Być może właśnie tu tkwi
sekret długowieczności? Spotkanie z mistrzem przywołało najbardziej osobiste wspomnienia. Podróż w czasie, po tylu latach, odczuwalna wszystkimi zmysłami, uruchamia obrazy niczym w filmie dokumentalnym.
Do Nałęczowa wracam dziś jako artysta i architekt – z własnym doświadczeniem i świadomością drogi, którą przeszedłem. Zastanawiam się, jak bardzo to miejsce mnie ukształtowało. Stawiam też sobie pytanie, na ile jestem dziś spełniony jako twórca oraz człowiek. Czy to w ogóle możliwe?
Myśl o uzupełnieniu przestrzeni mojej dawnej szkoły o pawilon wystawienniczy i wprowadzeniu tu dodatkowych funkcji wydaje się naturalną kontynuacją tej historii – jakby powrót domykał pewien krąg. Te mury wciąż opuszczają młodzi ludzie z talentem, odwagą tworzenia i szerokimi perspektywami.
Być może to jest największą siłą środowiska nałęczowskiej szkoły – nie tylko uczyć, ale zostawiać trwały ślad, który po latach powraca echem i dalej rezonuje. Pomiędzy wspomnieniami wybrzmiewa Opening Philipa Glassa. Ta repetytywna, hipnotyczna struktura przypomina powtarzalność gestów, z których rodzi się mistrzostwo.



