Śląska szkoła architektury
To tu wykuwała się tożsamość architektoniczna III RP

Choć niewiele osób o tym wie, to właśnie wśród upadających fabryk i kopalń Śląska wykuwała się tożsamość architektoniczna III RP. Region ten był kolebką twórczości modernistycznych herosów, historyzujących postmodernistów, aż po wykrystalizowanie się odrębnej tożsamości śląskiej szkoły architektonicznej w drugiej połowie lat 90. Pomimo wzlotów i upadków jej przedstawiciele kształtowali oblicze zarówno regionu, jak i całego kraju, kierując się czystą ideą i szacunkiem dla porządku. Ostatnie lata stawiają jednak otwarte pytanie o to, czy śląskiemu środowisku uda się zachować swe ideały w zetknięciu z palącymi wyzwaniami współczesności.
Jest rok 1982. Kazimierz Wejchert i Hanna Adamczewska-Wejchert otrzymują Honorową Nagrodę Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP). Dziełem ich życia nie jest pojedynczy budynek, ale całe miasto – Nowe Tychy, którego powstawanie planowali od wygranego w 1952 r. konkursu. Wejchertowie przeprowadzili Tychy przez kolejne style peerelowskiej urbanizacji: od obowiązkowego w latach 50. socrealizmu, przez międzynarodowy modernizm lat 60., aż po wielką płytę lat 70.
Wejchertowie byli przedstawicielami pokolenia architektów związanych i kojarzonych ze Śląskiem, które po 1945 r. zdefiniowało przestrzeń największego ośrodka przemysłowego Polski. Z ich środowiska wywodzili się twórcy tacy jak Zygmunt Majerski, Julian Duchowicz, Henryk Buszko, Aleksander Franta, Tadeusz Teodorowicz-Todorowski, Jerzy Gottfried czy Mieczysław Król. Urodzeni w innych regionach Polski i często doświadczeni przez wojnę (Wejchert był członkiem AK, Adamczewska-Wejchert więźniarką Ravensbrück) przybywali oni na Śląsk, by tworzyć nową architekturę.
Kierunek ten nie był przypadkowy. Forsowna urbanizacja, nacisk kładziony na ciężki przemysł oraz niezachwiany paradygmat postępu – wszystkie te cechy PRL-u wydawały się idealnie rymować ze stereotypowym wyobrażeniem o Śląsku. Przemiany zachodzące w tym regionie dawały nadzieję na to, że ideowi architekci znajdą w nim szczególnie dogodne pole do prezentacji swoich postępowych pomysłów.
Dla wszystkich twórców z tego pokolenia punktem odniesienia były idee modernizmu, z którymi starsi z nich zetknęli się w swojej praktyce zawodowej jeszcze przed wojną, młodsi zaś już na studiach. Po krótkim interludium w postaci socrealizmu (w który większość z nich zaangażowała się bez wielkich dylematów), twórcy z różnych pokoleń z tym większym zapałem powrócili do modernistycznych wzorców.
Zapotrzebowanie na ich architekturę było praktycznie niewyczerpane. Rozwój przemysłu stanowił jeden z głównych celów państwa, lecz niemniej ważna była urbanizacja. Śląscy architekci tworzyli więc hektary osiedli, wielkie hale przemysłowe, biurowce i budynki użyteczności publicznej: od gmachów administracyjnych, przez obiekty rozrywkowe, aż po kościoły.
Ten heroiczny rozmach, połączony z dominacją doktryny nad detalem, stworzył obraz modernistycznego architekta demiurga, niedającego się przygnieść przyziemnymi uwarunkowaniami. Jedynym ograniczeniem była dla nich jakość wykonawstwa i materiałów, na której systematyczne obniżanie godzili się ze świadomością, że jest to cena za implementację ich wizji na masową skalę.
Nagroda honorowa dla Wejchertów, będąca trzecim takim wyróżnieniem dla związanych ze Śląskiem architektów po nagrodach dla duetów Duchowicz–Majerski i Buszko–Franta, wybrzmiała jako łabędzi śpiew tego „heroicznego modernizmu” na Śląsku. W ostatniej dekadzie komunizmu coraz mniej było zrozumienia dla wielkich ideałów architektów pierwszych dekad PRL, a ich dzieła znacznie bardziej kojarzyły się z peerelowską beznadzieją, nieludzką powtarzalnością i ignorowaniem podstawowych ludzkich potrzeb.
Do rangi symbolu urastały takie szczegóły jak windy na Osiedlu Tysiąclecia w Katowicach, które dla zaoszczędzenia czasu stawały tylko na półpiętrach, poważnie utrudniając poruszanie się osobom z niepełnosprawnościami.
Od początku lat 80. do głosu dochodzi młodsze pokolenie, które bezlitośnie krytykuje doktrynerstwo i irracjonalność socjalistycznych budynków. Architekci ci mają za sobą mocne argumenty – ich budynki budzą entuzjazm u zwykłych ludzi, ale też uznanie wśród profesjonalistów, co przekłada się na zdobywanie wielu nagród.
To właśnie w Tychach, mieście Wejchertów, swoją działalność zaczyna Stanisław Niemczyk. Wychował się on w Czechowicach-Dziedzicach pod Bielskiem, studiował w Krakowie i od najmłodszych lat towarzyszył mu zachwyt nad historyczną architekturą. Już w pierwszych projektach zdradzał on wrażliwość na kontekst, nieobecną w projektach swoich wielkich poprzedników.
Z biegiem lat Niemczyk stopniowo odchodzi od kolejnych założeń modernistycznego projektowania, szukając możliwości powrotu do stosowania odwiecznych praw architektury. Kościół św. Ducha w Tychach jego autorstwa jest na pewno budynkiem nowoczesnym, lecz przy tym zupełnie różnym od śląskiej myśli architektonicznej pierwszych dekad PRL. Już w 1983 r. to właśnie Niemczyk otrzymuje Nagrodę Roku SARP dla najlepszego budynku w Polsce.
Wiatr zmian czuć też w śląskim oddziale SARP-u, gdzie od 1980 r. prezesem jest inny młody, obiecujący architekt Ryszard Jurkowski. W 1984 r., w ramach katowickiego Miastoprojektu, rozpoczyna on planowanie panewnickiego osiedla Sadyba, którego wysokie, spadziste dachy, uliczki przywodzące na myśl historyczne miasta oraz różnorodność przestrzeni i detali tworzą przestrzeń skrajnie inną od typowego peerelowskiego blokowiska.
Rozpoczynał się powolny, lecz nieuchronny upadek systemu komunistycznego, a wraz z nim nadchodził zmierzch herosów modernizmu. To właśnie do architektów takich jak Ryszard Jurkowski czy Stanisław Niemczyk należała przyszłość.
Iskra płynąca z Amsterdamu
Jest rok 1995. Otwiera się biurowiec Górnośląskiego Okręgowego Zakładu Gazownictwa (GOZG) w Zabrzu. Jego autorzy, młodzi wykładowcy Politechniki Śląskiej, Andrzej Duda i Henryk Zubel, niedawno wrócili z podyplomowych studiów w Holandii.
Przedtem obaj kształcili się pod kierunkiem śląskich modernistów, jednak nie przejęli w pełni ich poglądów. Wkrótce po zakończeniu pierwszego etapu swojej nauki duet Duda–Zubel zaprojektował budynek ZUS-u w Tarnowskich Górach, zbudowany w latach 1987–1990. Jako współczesna reinterpretacja historycznej kamienicy był on bardzo udany, otrzymał nawet Nagrodę Roku SARP-u i mieścił się w szerokim nurcie postmodernistycznym.
Poglądy dwóch młodych architektów uległy jednak znaczącej przemianie po pobycie w Berlage Institute of Architecture w Amsterdamie, który – jak sami mówili – „nie był tradycyjną szkołą. To raczej laboratorium architektury – miejsce, do którego przyjeżdżają najwybitniejsi architekci z całego świata: Koolhaas, Siza, Andō, Frampton”.
Najważniejsze z perspektywy Dudy i Zubla okazało się zetknięcie z reprezentowanym przez holenderskie biura sprzeciwem wobec postmodernizmu, który jako styl w budownictwie pojawił się tam dziesięć lat wcześniej niż w Polsce.
Architekci z Berlage nie chcieli bowiem uczestniczyć w zwrocie ku historycznym detalom, klasycznym proporcjom piękna i badaniu optymalnych proporcji. Podobnie jak artyści konceptualni woleli oni, aby ich dzieła wyrażały tok myślenia architekta, estetykę zostawiając na drugim planie. W ich założeniach miała ona wypływać ze struktury budynku, którą z kolei kreowała idea.
Pod względem upodobań formalnych było im dużo bliżej do dawnych modernistów, jednak dzięki nowemu, ideowemu podejściu nie byli skrępowani doktrynerstwem. Taką architekturę tworzył m.in. wspomniany Koolhaas, bodaj najważniejszy myśliciel architektury II poł. XX wieku. W podobny sposób myślał również Herman Hertzberger, który opiekował się studiami pary młodych śląskich architektów.
Poglądy, z którymi Duda i Zubel zetknęli się w Berlage Institute, pozwoliły im twórczo wrócić do dziedzictwa modernizmu, ale już bez jego „błędów i wypaczeń”. Powiew świeżości był w tamtym okresie szczególnie ważny, jako że na Śląsku lat 90. mało się buduje – głównie się burzy. Znikają zarówno fabryki i kopalnie, jak i niektóre budynki modernistów. Mimo że teoretycznie były one projektowane jako uniwersalne (wolny plan, uwolnione fasady), często okazują się nie do utrzymania i wykorzystania w warunkach wczesnego kapitalizmu.
Nowa ekonomiczna i społeczna rzeczywistość obnaża ograniczenia tamtego stylu. To, co powstaje, to kolejne postmodernistyczne realizacje. Najlepsze z nich są wrażliwe, nawiązują do architektury regionalnej, są wykonane z dobrych materiałów i przywracają ludzką skalę.
Te właśnie cechy spełniają budynki autorstwa Stanisława Niemczyka (Honorowa Nagroda SARP 1996) i Ryszarda Jurkowskiego (Honorowa Nagroda SARP 1999). Projektowane przez nich osiedla i kościoły humanizują poprzemysłowy krajobraz i dają nadzieję na odbicie regionu z gospodarczego i społecznego dołka.
Charakterystyczne jednak jest to, że zarówno Jurkowski, jak i Niemczyk dystansują się od określania swojej architektury jako postmodernistycznej. Są oni bowiem świadomi, że równolegle istnieje też gorsza twarz postmodernizmu – pokryte lustrzanym szkłem w kolorową kratkę biurowce, aquaparki, pomalowane na tandetne tęczowe kolory budynki, ostentacyjnie komercyjne i wydumane. Był to styl zabudowy przyjmowany chętnie przez wygłodniałych „Zachodu” mieszkańców, ale budzący coraz większy niesmak wśród architektów.
To właśnie w tym krajobrazie Duda i Zubel stawiają budynek GOZG w Zabrzu, czyniąc go symbolem nowego podejścia do architektury. Biurowiec ten nie ma łatwego sąsiedztwa – znajduje się on w wynikowym wnętrzu urbanistycznego kwartału, otoczony przez dzikie parkingi, oficyny, garaże, stację transformatorową, a miejscami pojawia się nieurządzona zieleń.
Mimo to biurowiec przykuwa uwagę. Powtarzalny, matematyczny, wszystko podlega jednemu, z góry obmyślonemu porządkowi. Jednocześnie budynek wykonany jest solidnie, po inżyniersku – nie ma tu mowy o paździerzu z wielkiej płyty czy komercyjnej tandecie. Zewnętrznym wyrazem tej zasady jest kratkowana ceglana elewacja z wypełnieniami ze szklanych pustaków. Całość przywodzi na myśl przedwojenne obiekty przemysłowe, tak charakterystyczne dla Górnego Śląska.
Architekci nie zatrzymują się i szykują kolejne projekty. Przestrzenią jednego z nich jest działka naprzeciwko GOZG-u – siedziba ZUS-u w Zabrzu.
„Wśród waszych uczniów cieszycie się statusem guru”
Jest rok 2000. Czasopismo „Magazyn Budowlany” wydaje numer w całości poświęcony młodej śląskiej architekturze. Otwiera go wywiad z Andrzejem Dudą i Henrykiem Zublem – wschodzącymi gwiazdami polskiej architektury.
Przybliżają oni czytelnikom swoją metodę projektowania: „Najważniejsze jest sformułowanie – werbalizacja problemu projektowego, a następnie rozwiązanie go z pomocą przyjętej metody”, przekonuje Zubel.
Uważają, że metoda, rozumiana jako działanie intelektualne, musi mieć przewodnią rolę w projektowaniu budynków: „Intuicja powinna jedynie uzupełnić pewne «dziury», których nie da się wypełnić działaniem metodologicznym”, precyzuje Duda.
Ich wypowiedź dla „Magazynu Budowlanego” warto uzupełnić o sformułowany kilka lat wcześniej, na potrzeby własnych studentów, dziesięciopunktowy manifest śląskiej szkoły architektury:
1.Trzeba wiedzieć, że architektura redukuje entropię.
2. Architekt jest przede wszystkim inżynierem, a nie estetyzującym designerem.
3. W projektowaniu ważniejsze jest tworzenie mechanizmów budujących przestrzeń obiektów niż ich forma, nie zaczynaj projektowania od wyobrażenia formy.
4. Prawdziwa twórczość zaczyna się wtedy, gdy porzucamy udawanie i naśladownictwo, a wymyślamy rzeczy nowatorskie i niosące wartości.
5. Niezbędna jest znajomość historii. Każdy musi znać swoich klasyków. Szczególnie ważny jest okres modernizmu, kiedy tworzyła się doktryna architektury nowoczesnej.
6. Każde twórcze projektowanie jest ze swojej istoty procesem badawczym. Znajomość teorii oraz umiejętność jej budowania i stosowania to warunek konieczny kreatywnego działania.
7. Nie możemy przeciwstawiać sobie teorii i praktyki, bo nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria.
8. Należy zauważać rzeczy i zjawiska z pozoru małe, nieznaczące, szare, które dzieją się wokół nas. Szare jest piękne.
9. Dobry architekt jest jak malarz – całe życie maluje ten sam obraz.
10.Śląsk jest piękny. Trzeba umieć to widzieć i cenić (…)
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie www.klubjagiellonski.pl.
MAREK GRĄBCZEWSKI – architekt, członek zespołu projektowego OVO Grąbczewscy Architekci. Współautor budynków TBS-u na Mariackiej w Katowicach i Centrum Wiedzy Cognitarium w Koszalinie. W ramach zespołu i indywidualnie laureat nagród i wyróżnień w międzynarodowych i ogólnopolskich konkursach architektonicznych. Laureat wyróżnienia w konkursie Builder4Future, w 2025 r. wyróżniony tytułem Builder Super Power w kategorii projektowanie. Jego artykuły publikowane były w „Rzeczypospolitej”, magazynie „RZUT”, A&B, czasopiśmie „Pressje”, a także na portalach Klubu Jagiellońskiego, Magazynu Kontra i Teologii Politycznej.








