BRANŻA W WALCE O PRZETARGI

Czy natężenie wielkoskalowych projektów infrastrukturalnych doprowadzi branżę budowlaną do niezdrowej konkurencji? W obliczu realizacji kluczowych inwestycji drogowych i modernizacji sieci kolejowej wyzwania związane z hossą przetargową spotykają największych uczestników rynku. O tym, jak w warunkach wzmożonej presji inwestycyjnej zachować stabilność, dyskutują przedstawiciele firm MIRBUD, PORR oraz Unibep SA.


Wahania na rynku budowlanym – objawiające się cykliczną nadpodażą kontraktów lub ich dotkliwym niedoborem – niosą ze sobą szereg negatywnych konsekwencji dla całej branży infrastrukturalnej. W okresach niedoboru zleceń obserwujemy drastyczne zaostrzenie konkurencji między wykonawcami. Sytuacja ta prowadzi do niezdrowych zjawisk, takich jak lawinowe odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO), co znacząco komplikuje procesy inwestycyjne i blokuje sprawne rozpoczęcie prac.
Z kolei w sytuacjach nadpodaży kontraktów rynek zmaga się z problemami o innym charakterze: niedoborem podwykonawców oraz rosnącymi cenami materiałów. Przedsiębiorcy, desperacko poszukując zasobów, zaczynają „podkupywać” podwykonawców i dostawców, co winduje koszty realizacji projektów do irracjonalnych poziomów.

Kluczem do uzdrowienia tej sytuacji byłoby „wypłaszczenie” wspomnianej sinusoidy. Stabilizacja rynku pozwoliłaby wykonawcom na precyzyjne planowanie kadr i zasobów, co przełożyłoby się na równomierne, spokojne i terminowe realizowanie kontraktów. Obecna niestabilność sprawia, że firmy nie potrafią długofalowo zarządzać swoim potencjałem. Dlatego niezbędne jest prowadzenie bardziej przewidywalnej i zrównoważonej polityki w realizacji programów infrastrukturalnych, która wyeliminuje szkodliwe wahania. Tylko taka stabilizacja pozwoli

branży na zdrowy i przewidywalny rozwój, chroniąc inwestorów przed nieuzasadnionymi skokami kosztów.


Skala inwestycji drogowych i kolejowych planowanych na najbliższe lata jest rzeczywiście bezprecedensowa. To dobra wiadomość dla gospodarki i długofalowego rozwoju kraju, ale jednocześnie ogromne wyzwanie organizacyjne – zarówno dla inwestorów, przede wszystkim publicznych, jak i rynku wykonawczego. Ryzyko paraliżu przetargowego istnieje nie tyle z powodu „nadmiaru projektów”, ile ich skumulowania. Oznacza to bowiem prostą drogę do ograniczonej dostępności materiałów i siły roboczej na rynku, a to z kolei wpłynie na zwyżki cen. Dla nikogo nie będzie to korzystne.

Z punktu widzenia wykonawcy „wyjście obronną ręką” oznacza selektywność i dyscyplinę. Nie chodzi o to, by startować we wszystkich przetargach, lecz by wybierać projekty, które pasują do kompetencji firmy, jej know-how, zaplecza technicznego i doświadczenia. PORR stawia na jakość realizacji, długoterminowe relacje z partnerami oraz odpowiedzialnie podejście do każdego zadania, którego się podejmujemy. Kontynuujemy naszą strategię dywersyfikacji i czerpiemy z tego, czego nauczyły nas turbulentne lata, czyli elastyczności, innowacyjności i szukania nisz, które mogą stać się naszą przewagą konkurencyjną.
Jestem przekonany, że przy odpowiedniej współpracy całego ekosystemu – wykonawców i instytucji finansowych – obecna fala inwestycji może stać się impulsem rozwojowym, a nie źródłem chaosu. Warunkiem jest profesjonalizm, realizm i myślenie długofalowe, a nie krótkotrwałe wygrywanie przetargów za wszelką cenę.


Obecnie w zleceniach publicznych branża budowlana styka się z problemem kumulacji ofert, szczególnie w drogach, które wynikają z opóźnień w roku 2025. W kontraktach typu „projektuj i buduj”, a ich jest znacząca liczba wśród kontraktów PZP, od wygrania oferty do momentu rozpoczęcia prac budowlanych mija mniej więcej półtora roku na projektowanie. Ponadto z uwagi na niewielką liczbę publicznych kontraktów w drogach i kolejnictwie wszystkie duże firmy, chcące w nich startować, w bezpardonowy sposób walczą ze sobą, co przekłada się potem także na walkę już na etapie odwołań do Krajowej Izby Odwoławczej.


Na własnej skórze odczuwamy efekt takich działań, np. w przypadku kontraktu na budowę obwodnicy Starogardu Gdańskiego, który wygraliśmy w styczniu zeszłego roku, a który do tej pory nie został z nami podpisany z powodu wielowątkowego etapu odwoławczego naszych konkurentów. Tak więc miejmy świadomość, że w kontekście dużych przetargów publicznych realnie zaczniemy oglądać ich wartość w pracach budowlanych dopiero za dwa lata. Dlatego rynek w roku 2026, a może nawet częściowo w roku 2027, będzie jeszcze dość słaby, jeżeli chodzi o produkcję budowlano-montażową.

Tym bardziej cieszymy się z ogłoszenia przez Ministerstwo Aktywów Państwowych definicji local contentu i z tego, że zostały określone pewnego rodzaju wskaźniki (dobre praktyki). Dzięki temu polscy wykonawcy i cała branża może pozyskać nowe umiejętności i doświadczenia, aby w przyszłości móc rozwijać się szybciej i na innym poziomie kompetencyjnym.