W RYTM KROKÓW

SMAKI ŻYCIA

Wstać wcześnie rano, założyć wygodne adidasy i strój sportowy – to mój niemal codzienny rytuał. Ruszam w pogoń za inspiracją, oddechem i chwilą, w której mogę poukładać plan na nadchodzący dzień.

Mirosław Nizio
Architekt, designer, rzeźbiarz, mecenas sztuki

Muzyka płynąca ze słuchawek odcina mnie od ulicznego hałasu, ale nie od świata. Wręcz przeciwnie – kontakt z otoczeniem staje się jeszcze bardziej świadomy. Rytm moich kroków idealnie współgra z wyselekcjonowanymi utworami, dodając mi energii, dzięki której bez większego wysiłku pokonuję nawet kilkanaście kilometrów. Słońce, poranny chłód oraz zapach miasta i życia przyrody tylko potęgują ten stan. Pogoda ducha rodzi się właśnie z ruchu.

Po drodze mijam znajomych biegaczy. Krótkie przybicie „piątki” wystarcza, by poczuć wspólnotę ludzi, których łączy podobna pasja. Deszcz, mróz czy wiatr nigdy mnie nie zniechęcały. Hartowanie ciała, a przede wszystkim umysłu, od lat pozostaje moim życiowym fundamentem.

Odkąd pamiętam, byłem w biegu. Gdy miałem piętnaście lat, rywalizacja na boisku piłkarskim nauczyła mnie uczciwości wobec samego siebie, konsekwencji i wytrwałości. Ale to tańcząc na rolkach w nowojorskim Central Parku, przeżyłem chwile, których nie da się zapomnieć.

Ludzie w niekonwencjonalnych, hipsterskich strojach wirujący w rytm muzyki oddawali się czemuś, co wykraczało poza zwykłą zabawę czy rekreację. Była to prawdziwa celebracja życia. Bez barier, bez oceniania i bez ograniczeń, każdy poruszał się zgodnie z własnym, indywidualnym rytmem i własnymi wibracjami.

Ta energia nie kończyła się w parku, lecz rozlewała się po całym mieście. Taniec towarzyszył nam nawet po zachodzie słońca, czasami aż do brzasku. Nowy Jork, jakiego doświadczyłem, pulsował rytmem, muzyką i autentyczną radością życia.

Chłonąłem tamtą energię, aby zabrać ją z sobą do Polski. Dziś staram się zarażać nią ludzi. Warszawa ma inny rytm niż Nowy Jork, ale doświadczenia, które tu wspominam, wciąż we mnie żyją. Noszę je w sobie każdego dnia, przede wszystkim po to, by rozwijać pozytywną energię na własnych zasadach.

Wierzę, że silny umysł i zdrowe ciało rodzą się właśnie z takich codziennych, świadomych wyborów.
Kiedy słyszę trąbkę Louisa Armstronga w utworze What a Wonderful World, otwierają się kolejne rozdziały wspomnień. Wracają na myśl przestrzenie, do których warto powracać, i chwile, które przypominają, że świat – mimo niedoskonałości – potrafi być piękny. Wystarczy zwolnić na moment i dostrzec to, co na co dzień umyka.

Dziś, w rytmie tych właśnie wibracji, pokonałem prawie osiemnaście kilometrów. Ale nie wynik jest dla mnie najważniejszy. Liczą się droga i cel, którym jest nieustanne tworzenie najlepszej wersji samego siebie. Upływ czasu daje motywację, by każdego dnia zrobić jeszcze jeden krok naprzód.

Bo życie, podobnie jak bieg, nie polega na tym, by jak najszybciej dotrzeć do celu. Najważniejsze jest to, aby nie zgubić samego siebie i czerpać radość z każdej chwili. Właśnie z takich chwil rodzi się energia, która pozwala iść przez życie własnym rytmem.


Archiwum: Margarita Zusko