CHCESZ POKOJU? BUDUJ SIĘ NA WOJNĘ
Jak obronność zmienia polski rynek budowlany
Wojna na Ukrainie wyrwała nas z letargu po trwającym kilka dekad okresie względnego pokoju. Pamiętające jeszcze czasy Gomułki przepisy dotyczące obrony cywilnej w końcu zastąpiono nowym systemem. Według szacunków branży na infrastrukturę związaną z obronnością Polski w ciągu najbliższych 10 lat może trafić 120–140 mld zł. Nic więc dziwnego, że bezpieczeństwo i infrastruktura obronna będą jednym z głównych tematów zbliżającego się Kongresu Budownictwa Polskiego, którego „Builder” jest głównym patronem medialnym.

Idea dual-use jest prosta: budujemy coś z myślą o dwóch zastosowaniach – cywilnym i militarnym. Na
co dzień infrastruktura ma służyć mieszkańcom, biznesowi czy szerzej – gospodarce, ale w razie kryzysu musi być gotowa do realizowania zupełnie innych zadań.
Od 2026 roku widać to już choćby w zwykłym budownictwie mieszkaniowym. Jeśli wniosek o pozwolenie na budowę został złożony po 31 grudnia 2025 roku, podziemne kondygnacje budynków wielorodzinnych oraz garaże podziemne, w których nie zaplanowano pełnoprawnego schronu, należy projektować tak, żeby w razie zagrożenia można było zorganizować tam schronienie dla ludzi. Oznacza to m.in. odpowiednią wytrzymałość konstrukcji – 10 kN/m² obciążenia wyjątkowego – a także możliwość jej dodatkowego podparcia. Na inwestorze spoczywa również obowiązek budowy wyjść ewakuacyjnych oraz instalacji pozwalających zapewnić wodę, wentylację, energię elektryczną, oświetlenie czy ogrzewanie. Jeśli takie miejsce ma pomieścić więcej niż 200 osób, przepisy wymagają również urządzeń do przygotowywania posiłków i odpowiednio wyposażonego zaplecza sanitarnego.
Trzeba jednak rozróżnić budownictwo dual-use od inwestycji realizowanych bezpośrednio dla wojska. Budowanie obiektu dual-use nie robi jeszcze z wykonawcy firmy wojskowej i samo w sobie nie oznacza konieczności zdobywania specjalnych certyfikatów bezpieczeństwa. Inaczej wygląda wejście na rynek inwestycji realizowanych bezpośrednio dla wojska.
Wojsko to nie całkiem nowy rynek
Dla części polskich wykonawców budownictwo wojskowe nie jest nowością. Andrzej Wrona, przewodniczący Komitetu Budownictwa Obronnego i Infrastruktury Krytycznej PZPB, zwraca uwagę, że inwestycje tego typu prowadzone są już od kilku lat. W tym czasie doświadczenia zdobywali zarówno generalni wykonawcy, jak i podwykonawcy. Poprawiła się także jakość dokumentacji projektowej, która początkowo była jednym ze źródeł opóźnień i dodatkowych kosztów.
– Firmy budowlane, zarówno generalni wykonawcy, jak i podwykonawcy, są w przeważającej części przygotowane do realizacji zadań w zakresie rozbudowy infrastruktury wojskowej, ponieważ ten poligon inwestycyjny trwa już od kilku lat – mówi Andrzej Wrona.
Nie oznacza to jednak, że każdy wykonawca może z marszu wystartować po wojskowy kontrakt. Dariusz Blocher, przewodniczący Rady Nadzorczej Unibepu, zwraca uwagę, że takich inwestycji jest w Polsce dużo, są rozsiane po całym kraju i najczęściej warte po kilkadziesiąt milionów złotych.
Głównymi zamawiającymi są rejonowe zarządy infrastruktury i inne agendy wojskowe, a także Straż Graniczna. Wejście do części postępowań wymaga już jednak odpowiedniego przygotowania.
– Aby wystartować w takich przetargach, należy wykazać się doświadczeniem w realizacji podobnych
inwestycji dla wojska, być zakwalifikowanym wykonawcą […] oraz posiadać odpowiednią kadrę, referencje, dopuszczenia i poświadczenia przemysłowe różnych kategorii – wyjaśnia Dariusz Blocher.
Skala pojedynczych kontraktów sprawia, że budownictwo obronne nie musi być rynkiem zarezerwowanym wyłącznie dla największych grup. Wiele inwestycji ma wartość kilkudziesięciu
milionów złotych, więc mogą po nie sięgać również średnie krajowe firmy. Warunek jest jeden:
muszą wcześniej przygotować odpowiednią kadrę, zdobyć doświadczenie, referencje i wymagane dopuszczenia.
Schrony dopiero ruszają
O ile firmy zdążyły już zebrać doświadczenia przy inwestycjach wojskowych, o tyle znacznie młodszym
rynkiem jest infrastruktura ochrony ludności i obrony cywilnej.
– Nowszą dziedziną są inwestycje w zakresie budowy obiektów ochronnych na rzecz obrony cywilnej. Projekty organizowane przez jednostki MSWiA oraz samorządy są dopiero w początkowej fazie planowania i realizacji – mówi Andrzej Wrona z PZPB.
Chodzi przy tym o znacznie więcej niż same schrony. Ten rynek obejmuje również stanowiska kierowania, systemy alarmowania, zapasowe szpitale i punkty pomocy medycznej, magazyny żywności, zbiorniki wody czy awaryjne źródła energii. Powstaje więc drugi, równoległy do wojskowego obszar inwestycji. Część z nich będzie specjalistycznymi obiektami ochronnymi, ale część zostanie wbudowana w zwyczajne budynki i infrastrukturę, z których korzystamy każdego dnia. To właśnie tutaj idea dual-use jest najbardziej widoczna.
120 miliardów? Na razie znacznie mniej
Skala zapowiadanych inwestycji robi wrażenie, ale branża studzi oczekiwania wobec tempa, w jakim pieniądze pojawią się na rynku. Według szacunków Dariusza Blochera w ciągu dekady na budynki, lotniska, poligony, zaplecza techniczne, schrony i inną infrastrukturę związaną z obronnością może zostać przeznaczone około 120–140 mld zł. Prosta średnia dawałaby około 12 mld zł rocznie. Dziś jest od tego daleko.
– Na dziś skala tych inwestycji jest znacznie mniejsza niż wyliczona średnia. Szacuję, że jest to maksymalnie 4–5 mld zł rocznie. Wierzę jednak, że inwestycji będzie przybywać – mówi Blocher.
Państwo już teraz kieruje jednak pieniądze na infrastrukturę, która ma służyć jednocześnie gospodarce i bezpieczeństwu. I nie chodzi wyłącznie o obiekty wojskowe.
– Rozwijamy drogi, kolej, lotniska, porty morskie i centra logistyczne w taki sposób, aby umożliwiały szybkie przemieszczanie wojsk, sprzętu i zaopatrzenia. Wiele realizowanych inwestycji wchodzi w skład transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T, co ma znaczenie dla bezpieczeństwa państwa i wschodniej flanki NATO – mówi Anna Szumańska, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.
Tory dla pociągów długości 740 metrów
Dual-use nie oznacza przy tym wyłącznie nowych obiektów. Często chodzi o dostosowanie istniejącej infrastruktury tak, żeby w razie potrzeby mogła obsłużyć większe obciążenia i zupełnie inną skalę ruchu.
Przykładem jest kolej. Modernizowane linie mają być dostosowywane do większej nośności oraz obsługi pociągów o długości do 740 metrów.
Rozbudowywany jest także kolejowy i drogowy dostęp do portów w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Świnoujściu, powstają inwestycje w terminale intermodalne oraz przebudowywane są kluczowe odcinki sieci drogowej, w tym obiekty inżynierskie. Rosnące znaczenie mają też lotniska regionalne, które mogą pełnić funkcję zaplecza logistycznego dla operacji wojskowych i sojuszniczych.
Za tymi inwestycjami idą już konkretne pieniądze z Unii Europejskiej. – W dotychczasowych trzech konkursach CEF Military Mobility polskie projekty pozyskały dofinansowanie na łączną kwotę 222 mln euro. Daje nam to pierwsze miejsce pod względem liczby realizowanych projektów wśród państw członkowskich UE i drugie pod względem przyznanej alokacji, która wyniosła 13 proc. – wskazuje Anna Szumańska z resortu infrastruktury.
Do tego dochodzą pieniądze z programów FEniKS i FEPW, w których wydzielono wsparcie dla projektów dual-use. Kolejne środki mają popłynąć przez Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności. BGK prowadzi w jego ramach nabór o wartości 2 mld zł na kolejową infrastrukturę podwójnego zastosowania.
Umieć budować to jedno. Umieć zamawiać – drugie
Przy takiej skali inwestycji problemem nie jest jednak wyłącznie dostępność pieniędzy czy potencjał wykonawców. Firmy zrzeszonew PZPB zwracają uwagę przede wszystkim na sam model kontraktowania i sposób dzielenia odpowiedzialności pomiędzy inwestora a wykonawcę.
– Główne problemy finansowe w umowach nie dotyczą pojedynczych zapisów, lecz całego modelu
kontraktowania: alokacji ryzyk, finansowania kontraktu, waloryzacji, płatności, zaliczek, cesji, górnych
limitów przy zabezpieczeniach należytego wykonania umów oraz przewidywalności inwestycji – wskazuje Andrzej Wrona z PZPB.
Do tego dochodzą problemy organizacyjne i kadrowe. Branża wskazuje na niedobór doświadczonych inżynierów i kierowników budów, braki kadrowe po stronie zamawiających, niejasny podział kompetencji pomiędzy jednostkami zaangażowanymi w proces inwestycyjny oraz opóźnienia w podejmowaniu decyzji. W przypadku inwestycji obronnych dodatkowym utrudnieniem są szczególne procedury bezpieczeństwa, ograniczony dostęp do terenu i konieczność uzyskiwania dodatkowych zgód.
Skala tematów jest duża. Podczas zorganizowanych przez PZPB warsztatów z udziałem przedstawicieli wojska, energetyki i firm budowlanych kilka godzin wystarczyło na omówienie zaledwie trzech zagadnień: waloryzacji, zaliczek i cesji umów. Sama branża wskazuje około 20 kwestii finansowych,
które wymagają uporządkowania. Wrona zwraca też uwagę na brak jednolitych zasad prowadzenia zamówień w jednostkach podległych MON, MSWiA i MAP. Problemem pozostają również wymagania referencyjne i kadrowe, które w części postępowań są – zdaniem branży – oderwane od realiów rynku. – Potrzebne są jasne kryteria i wymogi oraz stabilne reguły gry. Konieczne jest także wprowadzenie bardziej czytelnych zasad oceny ofert i prowadzenia postępowań oraz partnerskich wymagań referencyjnych – podkreśla Andrzej Wrona w rozmowie z „Builderem”.
Branża chce wiedzieć, co będzie budowane Jednym z najmocniej podkreślanych przez wykonawców postulatów jest przewidywalność. Jeżeli firmy mają zwiększać zatrudnienie, szkolić ludzi, kupować sprzęt i zdobywać kompetencje wymagane przy inwestycjach obronnych, muszą znać skalę przyszłego rynku z większym wyprzedzeniem. – Jeżeli mamy w Polsce w najbliższych latach odpowiedzialnie inwestować w infrastrukturę obronną i dual-use, rynek powinien wiedzieć wcześniej: co będzie budowane, mniej więcej kiedy, w jakiej skali i według jakich zasad. Wtedy firmy mogą świadomie inwestować w ludzi, sprzęt i kompetencje oraz planować zasoby – mówi Andrzej Wrona.
I tutaj perspektywa branży spotyka się z ograniczeniem, którego w przypadku infrastruktury obronnej
nie da się całkowicie usunąć. Państwo część planów może pokazać, ale nie wszystkie – Plany inwestycyjne są sukcesywnie prezentowane w ramach programów rządowych oraz dokumentów
strategicznych. Dla branży budowlanej oznacza to stabilny i przewidywalny strumień zamówień
infrastrukturalnych w perspektywie najbliższych lat. Szczegóły dotyczące konkretnych przedsięwzięć oraz zakresu działań związanych z infrastrukturą o podwójnym zastosowaniu nie mogą być jednak ujawniane ze względu na bezpieczeństwo państwa – mówi Anna Szumańska.
Powstaje więc trudna do uniknięcia sprzeczność. Firmy potrzebują możliwie szczegółowego i wieloletniego pipeline’u inwestycji, żeby przygotować potencjał wykonawczy. Państwo części swoich planów z definicji nie może ujawnić. Znalezienie równowagi pomiędzy przewidywalnością rynku
a wymogami bezpieczeństwa będzie jednym z ważniejszych wyzwań przy zwiększaniu skali inwestycji.
Czy zawsze ma wygrywać najtańszy?
Branża stawia także pytanie o sam model wyboru wykonawców. Przy zwykłej inwestycji publicznej opóźnienie oznacza najczęściej wyższe koszty i późniejsze oddanie obiektu.
W przypadku inwestycji związanej z bezpieczeństwem państwa czas może mieć zupełnie inną wagę.
– Przy inwestycjach na rzecz obronności czas będzie często równie ważny jak cena, więc warto zastanowić się, czy klasyczne podejście do zamówień publicznych zawsze jest najlepsze. Im bardziej skomplikowane postępowania, odwołania, zmiany koncepcji itd., tym trudniej mówić o szybkim zwiększaniu potencjału infrastrukturalnego państwa w obszarze obronności – wskazuje Andrzej Wrona.
To nie oznacza rezygnacji z konkurencji czy kontroli wydawania publicznych pieniędzy. Pokazuje jednak, że wraz ze wzrostem znaczenia inwestycji obronnych trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie, jak ważyć cenę, termin, doświadczenie wykonawcy i bezpieczeństwo realizacji. Bo miliardy zapisane w programach nie budują jeszcze ani schronu, ani mostu, ani bazy wojskowej.
Potrzebny jest projekt, sprawny zamawiający, wykonawca, ludzie, materiały i kontrakt, który nie rozpadnie się przy pierwszej zmianie cen czy dokumentacji. Właśnie dlatego infrastruktura obronna będzie jednym z głównych tematów najbliższego Kongresu Budownictwa Polskiego, który odbędzie się
16–17 listopada 2026 roku w hotelu DoubleTree by Hilton Warsaw przy ul. Skalnicowej 21 w Warszawie.
Wśród zapowiadanych zagadnień znalazły się m.in. inwestycje dla wojska do 2039 roku, Tarcza Wschód, infrastruktura ochrony ludności i obrony cywilnej, budownictwo dual-use, rozwój infrastruktury krytycznej, potencjału produkcyjnego przemysłu obronnego oraz magazynów energii, paliw i gazu.
Po kilku dekadach, w których bezpieczeństwo rzadko znajdowało się na początku listy wymagań stawianych projektantom i wykonawcom, sytuacja się odwróciła. Dziś budownictwo jest już częścią systemu obronności państwa. A stara łacińska maksyma si vis pacem, para bellum – jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny – znowu jest zaskakująco aktualna. Pytanie brzmi, jak szybko Polska nauczy się budować ten system na skalę, której dotąd nie znała.
Archiwum: Adobe Stock



