Home Ludzie SILNI I ROZPOZNAWALNI
SILNI I ROZPOZNAWALNI
0

SILNI I ROZPOZNAWALNI

0
0

Z informacji analityków rynku wynika, że niewielki procent realizowanych inwestycji został wstrzymany, a zdecydowana większość funkcjonuje z zachowaniem specjalnych reżimów sanitarnych i szczególnego zapewnienia bezpieczeństwa pracy na budowach. O tym, jak wygląda sytuacja z perspektywy jednego z liderów na rynku projektów transportowych rozmawiamy z JAROSŁAWEM WIELOPOLSKIM, Prezesem Zarządu Multiconsult Polska.

Danuta Burzyńska: Jak na tle całej gospodarki radzi sobie dzisiaj budownictwo i branża infrastrukturalna, a jak Multiconsult?

Jarosław Wielopolski: Wydaje się, że budownictwo jest w dobrej kondycji, ale lepiej znam sytuację branży infrastrukturalnej. Ta na szczęście jest oparta na zamówieniach rządowych, które w czasie kryzysu są motorami gospodarki. Nie wygaszono ani projektów drogowych, ani kolejowych, a na pewno była duża pokusa, by wydatki związane z COVID-19 pokrywać właśnie z budżetów na te inwestycje. Z tego, co widzę, firmy budowlane dość sprawnie realizują prace, a my jako inżynierowie kontraktu staramy się te procesy wspomagać. W zakresie prac projektowych dobrze poradziliśmy sobie z przejściem na pracę zdalną. Problemem na pewno jest brak możliwości
osobistego spotkania z urzędnikami, co wydłuża proces wydawania stosownych zgód i w konsekwencji spowalnia cały proces inwestycyjny. Kryzys koronawirusowy pomógł nam przełamać odwieczny opór głównych klientów, trwających przy konieczności organizowania częstych osobistych spotkań w różnych częściach kraju. Teraz okazało się, że narada online może być równie efektywna. Drugą kwestią, której długo nie mogliśmy „przewalczyć”, była konieczność drukowania wszystkiego na papierze w 4–6 kopiach. A druk jednego projektu to często mała ciężarówka papieru. Dziś klienci czytają rysunki na komputerach i nie mają z tym problemów. Jeszcze tylko trzeba pozwolić na to administracji. Podsumowując, na razie nie odczuwamy żadnych negatywnych skutków. Zostaliśmy wprawdzie zmuszeni do znacznych zmian organizacyjnych, ale wpłynęły one tak-że na poprawę naszej efektywności.

D.B.: Jaki widzi Pan dalszy scenariusz i konsekwencje lockdownu, choć w szeroko rozumianym budownictwie nie objął on wszystkich branż, segmentów czy firm?

J.W.: Lockdown zatrzymał cały świat, mamy więc skutki wojny bez wojny. Nie wierzę, że ktoś raz jeszcze zdecyduje się na tak całkowite zamknięcie, widząc jego straszliwe skutki dla ekonomii. Jestem przekonany, że biznes będzie gotowy dotrzymać wszelkich wymaganych reżimów, aby móc pracować i zarabiać. Jestem praktykiem, widzę,
jak działania rządu, polegające na przyspieszeniu płatności, czy-li wprowadzeniu do gospodarczego krwiobiegu szybszej gotówki, pozwalają przetrwać wielu podmiotom. Nasza branża to duża część gospodarki. Jej podtrzymanie to nie tylko zapewnienie miejsc pracy, ale również zwiększanie możliwości inwestycyjnych.

D.B.: Znamy już wynegocjowaną dla Polski kwotę ponad 750 mld zł z budżetu unijnego i Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy. To pieniądze, które pozwolą odbudować, umocnić polską gospodarkę po pandemii koronawirusa, a także zrealizować unijne cele w latach 2021– 2027. Zanim poznamy inne liczby, tj. dowiemy się jakie konkretnie środki zasilą interesujące nas sektory budownictwa i transportu, czy pokusiłby się Pan o ich szacunek lub wskazanie najważniejszych kierunków na podstawie przyjętych priorytetów oraz celów w tym zakresie?

J.W.: Myślę, że priorytety zostaną podobne jak w dotychczasowej perspektywie. Oczywiście z pewnymi modyfikacjami. Polska jest już mocno zaawansowana w budowie rusztu autostradowego i dróg ekspresowych, ale sporo jeszcze zostało do dokończenia, np. autostrada A2, Via Carpatia czy chociażby S7. Dopiero rozpoczęła się realizacja świetnego pomysłu budowy obwodnic mniejszych miast. Czas też na poprawę dróg niższych kategorii – krajowych czy wojewódzkich. Kolej zaś dopiero zaczęła prowadzić inwestycje w tej perspektywie na poważnie i ma ogromne potrzeby. Z tych przydatnych ekonomicznie oraz strategicznie trzeba wskazać dokończenie budowy dostępu do portów i podniesienie prędkości handlowej na głównych szlakach. Bardzo ważna będzie budowa CPK, o ile ktoś nie zablokuje tej inicjatywy jednym ruchem pióra, jak to kiedyś miało miejsce z Kolejami Dużych Prędkości. Taki port lotniczy, kolejowy oraz drogowy miałby gigantyczny wpływ na rozwój całego kraju. Nie wiem, jak zostanie sfinansowane to przedsięwzięcie, ale to praca na kilkanaście, kilkadziesiąt lat dla całej branży budowlanej, logistycznej, transportowej, wojska. To może być otwarcie się na świat na miarę budowy portu w Gdyni. Budowa takiego kompleksu wiąże się również z przesunięciem wie-lu akcentów inwestycyjnych – kolejowych i drogowych. W przypadku tych pierwszych niezbędna będzie budowa tzw. szprych, łączących największe ośrodki miejskie z tym
transportowym hubem. Jeśli chodzi o drogi, to istotne będzie szybkie wybudowanie tzw. wielkiej obwodnicy Warszawy.

D.B.: Wracając do obecnej sytuacji, w jakich inwestycjach uczestniczy dzisiaj Multiconsult?

J.W.: Pracujemy głównie przy inwestycjach transportowych – drogowych i kolejowych. Aktualnie nasze największe zadania to projekt portu kolejowego w Gdyni i stacja w Czechowicach-Dziedzicach. Obie inwestycje realizowane są dla PKP PLK przez Budimex. Autostrada A2, gdzie niedługo rozpoczną się roboty budowlane, autostrada A1 na odcinku Kamieńsk – Radomsko, gdzie jesteśmy projektantem dla firmy STRABAG oraz Północna Obwodnica Krakowa, gdzie niedawno uzyskaliśmy pierwsze z trzech pozwoleń ZRID dla wykonawcy – firmy Gülermak. Ostatnio wygraliśmy również przetarg na nadzór nad rozbudową terminalu LNG w Świnoujściu, którego budowę również nadzorowaliśmy. Liczę również na to, że w związku z wygranym przetargiem na inwentaryzację przyrodniczą, uda nam się rozpocząć pierwszy projekt dla CPK.

D.B.: Świadczycie usługi w każdej właściwie fazie procesu inwestycyjnego. Co w zakresie planowania, projektowania, realizacji, zarządzania projektami, doradztwa czy nadzoru jest największym wyzwaniem?

J.W.: Sztywność i zmienność przepisów, a jednocześnie kompletnie bezkarna dowolność ich interpretacji przez urzędników. To, co obowiązuje w Warszawie, ma się często nijak do tego, czego na podstawie tych samych przepisów żądają urzędnicy np. we Wrocławiu. To znacząco zwiększa ryzyko dla uczestników procesów inwestycyjnych. O ile podmioty takie jak GDDKiA czy PLK mogą liczyć na pomoc ministra czuwającego nad przebiegiem ważnej inwestycji, to mniejsi inwestorzy często utykają na tych administracyjnych blokadach. Ponadto przy dużych projektach ogromnym ciężarem jest finansowanie prac, które trwają przecież kilkanaście, kilkadziesiąt miesięcy. Związane z nimi etapy, za wykonanie których należy nam się wynagrodzenie, są mocno oddalone w czasie. Przy wielomilionowych projektach kredytowanie takich inwestycji to duże wyzwanie. Kolejnym problemem są wyśrubowane ter-miny. Zamawiający często wydłuża proces decyzyjny, a potem próbuje tę stratę niwelować, skracając czas projektowania czy budowy, po czym jest zdziwiony słabą jakością i nieterminowością.

D.B.: Od kilku miesięcy uwaga branży skupia się na cyfryzacji, której znaczący postęp w budownictwie zapowiadał się już kilka lat temu, a której potrzeba realnych i przyspieszonych wdrożeń wynika z obecnej sytuacji. Kiedy Państwo rozpoczęliście cyfrową podróż oraz w jakim zakresie ją wykorzystujecie?

J.W.: Branża budowlana wciąż jest moim zdaniem na początku cyfrowej drogi. Jesteśmy pod tym względem do bólu praktyczni. Brak bodźców ekonomicznych powoduje, że tempo innowacji nie jest wysokie. W budownictwie infrastrukturalnym, póki co, nie ma na masową skalę stosowania zdalnego sterowania maszynami budowlanymi, cyfryzacja dopiero raczkuje. BIM wchodzi zatem bardzo powoli. Słabym pomysłem było też przekazanie uczelniom zadania wypracowania standardów. Bardzo lubię uczelnie, ale niespecjalnie wierzę w szybkość ich działania czy efektywność biznesową. Projektowanie 3D jest już na szczęście standardem, teraz walczymy o automatyzację powtarzalnych schematów. Na kopernikański przewrót w branży przyjdzie nam jeszcze poczekać.

D.B.: Jakie inne nowatorskie rozwiązania wdrażacie/wykorzystujecie w swoich projektach, zarówno te materiałowe, technologiczne, jak i te, które zwiększają efektywność procesów np. projektowania czy zarządzania procesem budowlanym?

J.W.: Przede wszystkim próbujemy ulepszyć proces projektowania, zarówno jakościowo, jak i w sensie wydajności. Koronawirus sprawił, że musimy więcej pracować zdalnie, czyli daleko od siebie. Wymusza to lepszą organizację, stawianie krótkoterminowych celów i ich stałe rozliczanie. Obecnie wdrażamy nowy program do kompleksowego zarządzania projektami. Pozwoli on nam właściwie rejestrować czas pracy i powiązać go z wykonaniem zadań. Choć mogłoby się to wydawać oczywiste, w praktyce takie nie jest. Program pozwoli także na właściwą archiwizację wykonywanych projektów, wraz ze zdalnym dostępem do wspólnych plików dla uprawnionych osób. To znacząco usprawni współpracę pomiędzy wewnętrzny-mi, a także zewnętrznymi zespołami. Częściej używamy dronów – wykorzystujemy je do inwentaryzacji czy tworzenia ortofotomap. Innowacje to też drobne sprawy, które staramy się poprawiać poprzez modyfikacje czy dobór odpowiedniego oprogramowania wspomagającego projektowanie.

D.B.: Jakie nowe zadania stoją jeszcze przed Panem, a jakie są Pana ambicje w odniesieniu do firmy i jej planów dalszego rozwoju w najbliższych miesiącach i latach?

J.W.: Zadań jest moc. Pod szyldem Multiconsult Polska udało nam się zostać jednym z liderów na rynku projektów transportowych. Chciałbym kontynuować ten kierunek i zająć pozycję numer jeden. Chcemy pracować w całym cyklu inwestycyjnym we wszystkich obszarach związanych z budownictwem. Oznacza to, że mu-simy wzmocnić naszą obecność w projektowaniu, a także nadzorze inwestycji wodnych, gazowych, przemysłowych oraz energetycznych, z wyłączeniem węgla i energetyki jądrowej. Uważamy bowiem, że uczestnictwo w każdej fazie inwestycji pozwala nam zdobywać znacznie szersze doświadczenie niż podczas skupiania się tylko na jednym odcinku. Moim marzeniem jest osiągnięcie wielkości obrotów porównywalnych z norweską firmą matką. Do tego jeszcze długa droga, ale nie niemożliwa do osiągnięcia. Będzie wymagała zdobycia pozycji lidera na całym rynku inżynieryjnym. Chcemy być tak silni i rozpoznawalni jak Budimex, ale na rynku doradztwa inżynieryjno-projektowego


Archiwum: Multiconsult Polska

open