Architektura odporności
Od mieszkania, przez kwartał, po region
Istotą architektury bezpieczeństwa jest projektowanie przestrzeni, która w normalnych warunkach pozostaje funkcjonalna, dostępna, estetyczna i przyjazna, ale w sytuacji kryzysowej potrafi nadal chronić ludzi i podtrzymywać swoje podstawowe funkcje. Odbywa się to – o czym warto pamiętać – w wielu skalach.

Bezpieczeństwo przez wiele lat traktowaliśmy w architekturze przede wszystkim jako zbiór wymagań, które należy spełnić. Konstrukcja musi zapewniać odpowiednią nośność, drogi ewakuacyjne mają mieć określone parametry, budynek powinien spełniać wymagania ochrony przeciwpożarowej, a instalacje – działać zgodnie z projektem. Wszystko to pozostaje ważne, dzisiaj jednak jest już niewystarczające.
Zmieniło się bowiem otoczenie, w którym projektujemy i użytkujemy budynki. Wojna za wschodnią granicą Polski, coraz częstsze gwałtowne zjawiska pogodowe, lokalne podtopienia, fale upałów, awarie infrastruktury, ryzyko długotrwałych przerw w dostawach energii, zagrożenia cybernetyczne czy zakłócenia systemów łączności pokazują, że bezpieczeństwa nie można sprowadzać do jednego scenariusza.
Potrzebujemy innego sposobu myślenia o przestrzeni. Architektura bezpieczeństwa powinna być rozumiana nie jako architektura strachu, lecz jako architektura odporności. Jej zadaniem nie jest tworzenie miasta przypominającego twierdzę. Przeciwnie – chodzi o projektowanie przestrzeni, która w normalnych warunkach pozostaje funkcjonalna, dostępna, estetyczna i przyjazna, ale w sytuacji kryzysowej potrafi nadal chronić ludzi i podtrzymywać swoje podstawowe funkcje.
I właśnie dlatego o bezpieczeństwie należy myśleć w różnych skalach: od pojedynczego mieszkania, przez budynek, osiedle i kwartał zabudowy, aż po całe miasto i region.
Pierwsza linia odporności – mieszkanie
Najmniejszą jednostką architektury bezpieczeństwa jest miejsce, w którym człowiek mieszka. To pozornie banalne stwierdzenie ma istotne konsekwencje projektowe. W pierwszych minutach lub godzinach kryzysu mieszkaniec nie zawsze będzie miał możliwość dotarcia do specjalnie przygotowanego obiektu ochronnego. Dlatego warto postawić pytanie: czy mieszkanie pozwala bezpiecznie funkcjonować przez pewien czas bez dostaw energii elektrycznej, wody, ogrzewania, internetu lub telefonii komórkowej?
Nie oznacza to konieczności zamiany każdego lokalu w miniaturowy schron. Bezpieczeństwo zaczyna się od możliwości łatwego odcięcia mediów, odpowiedniego zabezpieczenia instalacji, ograniczenia ryzyka pożaru, znajomości dróg opuszczenia budynku i dostępności awaryjnego oświetlenia. Projektant może przewidzieć rozwiązania, które na co dzień będą niezauważalne, ale nabiorą znaczenia w sytuacji kryzysowej. Dobra architektura bezpieczeństwa jest właśnie taka – przez większość czasu pozostaje niewidoczna.
Budynek musi umieć coś więcej, niż tylko stać
Kolejnym poziomem jest budynek. Tradycyjnie zapewniane przez niego bezpieczeństwo kojarzymy przede wszystkim z konstrukcją i ochroną przeciwpożarową. Współczesne podejście powinno obejmować również odporność funkcjonalną. Można bowiem wyobrazić sobie obiekt, którego konstrukcja pozostaje całkowicie bezpieczna, ale który po kilkunastu godzinach awarii energetycznej praktycznie przestaje nadawać się do użytkowania. Nie działają windy. Nie funkcjonuje część systemów dostępu. Brakuje oświetlenia części wspólnych. Systemy teleinformatyczne zostają odłączone.
Oczywiście nie wszystkie te instalacje są niezbędne dla bezpieczeństwa ludzi. Dlatego podczas projektowania warto określić funkcje krytyczne. Projektowanie odporności oznacza wobec tego ustalenie priorytetów, wymaga ponadto współpracy architekta, konstruktora, projektantów instalacji, specjalistów ochrony przeciwpożarowej, zarządcy oraz ekspertów zajmujących się zarządzaniem kryzysowym.
Szczególnego znaczenia nabiera redundancja, czyli zapewnienie alternatywnego sposobu działania najważniejszych systemów. Jeżeli cały obiekt jest zależny od jednego źródła energii, jednej trasy zasilania, jednego systemu komunikacji lub jednego urządzenia krytycznego, powstaje pojedynczy punkt awarii. W normalnych warunkach może pozostawać niezauważony. Kryzys bezlitośnie ujawnia jednak takie słabości.
Woda nie tak oczywista
Blackout, czyli potężna awaria systemu zasilania w energię elektryczną, należy do najbardziej niedocenianych scenariuszy kryzysowych. Podobnie jest z dostępem do wody. W codziennym funkcjonowaniu miasta traktujemy ją jako coś oczywistego. Aby po nią sięgnąć, wystarczy odkręcić kran. Tymczasem infrastruktura wodna również zależy od energii, pomp, systemów sterowania i całej sieci powiązanych urządzeń. W przypadku długotrwałego kryzysu dostęp do tego kluczowego zasobu może stać się jednym z podstawowych problemów.
Wobec tego architektura odporno-ści powinna uwzględniać nie tylko sa-mo źródło wody, ale także sposób jej dystrybucji, możliwość zapewnienia minimalnych rezerw i funkcjonowanie urządzeń sanitarnych. To szczególnie ważne w obiektach, które w sytuacji kryzysowej mogą przyjmować większą liczbę osób.
Bezpieczeństwo już przed wejściem
Ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa budynku ma jego otoczenie. Czy wejście jest widoczne? Czy przestrzeń jest czytelna? Czy użytkownik intuicyjnie rozumie, które miejsca są publiczne, półpubliczne i prywatne? Czy istnieją martwe strefy, niewidoczne z mieszkań i ciągów komunikacyjnych? Czy roślinność poprawia przestrzeń, czy tworzy miejsca sprzyjające ukrywaniu się? Czy oświetlenie rzeczywiście poprawia widoczność?
Tutaj architektura spotyka się z koncepcją CPTED (ang. crime prevention through environmental design), polegającą na zapobieganiu przestępczości poprzez projektowanie środowiska. Nie chodzi przy tym o ustawienie kamer na każdym rogu. Jednym z najczęstszych błędów jest utożsamianie bezpieczeństwa z technologią. Kamera może być elementem systemu, ale sama nie naprawi źle zaprojektowanej
przestrzeni.
Osiedle jako system
Gdy przechodzimy ze skali pojedynczego budynku do skali osiedla, zmienia się charakter zagadnienia. Nie analizujemy już wyłącznie konstrukcji czy instalacji, natomiast zaczynamy analizować zależności. Osiedle jest przecież systemem: ma drogi dojazdowe, ciągi piesze, parkingi, garaże, place, instalacje, obiekty usługowe i miejsca gromadzenia się ludzi. W sytuacji kryzysowej znaczenie może mieć możliwość dojazdu pojazdów ratowniczych, alternatywne wyjście z osiedla, dostępność hydrantów, możliwość zgromadzenia mieszkańców czy lokalizacja miejsc, które mogą pełnić funkcje pomocnicze.
Projektując osiedle, warto więc przeprowadzić prosty eksperyment myślowy. Co się wydarzy, jeżeli główny wjazd zostanie zablokowany? Co, gdy przez dobę nie będzie prądu? Co, jeśli intensywny opad odetnie część ulic? A jeżeli konieczna będzie szybka ewakuacja kilkuset mieszkańców? Albo na kilka godzin przestanie działać telefonia komórkowa? Takie pytania nie są scenariuszami katastroficznymi, lecz narzędziem projektowym.
Wielofunkcyjność zamiast bunkryzacji miasta
Powrót debaty o ochronie ludności spowodował, że słowo „schron” ponownie pojawiło się w języku architektury i budownictwa. To ważna zmiana, ale niesie też ryzyko nadmiernego uproszczenia. Odpornego miasta nie zbudujemy wyłącznie poprzez budowę schronów.

Polskie przepisy tworzą obecnie szerszy system obiektów zbiorowej ochrony. Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej zakłada również możliwość wykorzystania obiektów w sposób wielofunkcyjny, a kondygnacje podziemne określonych budynków oraz garaże podziemne, w których nie przewidziano budowli ochronnej, mają być projektowane tak, aby możliwe było zorganizowanie w nich miejsc doraźnego schronienia.
To kierunek, który warto rozwijać. Jeżeli rozwiązania techniczne na to pozwalają, przestrzeń ochronna może pełnić na co dzień inną funkcję, zachowując zdolność do odpowiedniego przygotowania w sytuacji zagrożenia. Taki model zwiększa ekonomiczny sens inwestycji i powoduje, że infrastruktura ochronna pozostaje częścią żywego budynku.
Garaż podziemny – niekoniecznie schron
W dyskusjach publicznych bardzo często pojawia się przekonanie, że każdy garaż podziemny jest schronem. Nie jest. Podziemna lokalizacja może zapewniać określony poziom osłony, ale formalny i techniczny status budowli ochronnej wiąże się z konkretnymi wymaganiami, dotyczącymi między innymi konstrukcji, wentylacji, ewakuacji, energii, wody, odprowadzania ścieków i warunków umożliwiających przetrwanie znajdujących się w niej osób.
W polskich regulacjach rozróżnia się między innymi schrony – o konstrukcji hermetycznej i ukrycia – o konstrukcji niehermetycznej. Istnieją również miejsca doraźnego schronienia. Precyzyjne posługiwanie się tymi pojęciami jest ważne, ponieważ bezpieczeństwo nie może opierać się na błędnym przekonaniu użytkownika, że znajduje się w budynku zapewniającym poziom ochrony, którego ten obiekt w rzeczywistości nie osiąga.

Kwartał – zapomniana skala bezpieczeństwa
Między osiedlem a miastem istnieje jeszcze jedna interesująca skala – kwartał. To właśnie tutaj można budować lokalną odporność bez konieczności tworzenia ogromnej infrastruktury. W obrębie kilku sąsiadujących budynków mogą istnieć zasoby, które wzajemnie się uzupełniają. Jeden obiekt może posiadać większą przestrzeń podziemną, inny – źródło zasilania awaryjnego, kolejny – pomieszczenia umożliwiające organizację punktu pomocy.
W normalnych warunkach są to niezależne nieruchomości. W sytuacji kryzysowej mogą tworzyć lokalny ekosystem odporności. To wymaga jednak wcześniejszego rozpoznania zasobów. Nie da się skutecznie improwizować systemu bezpieczeństwa, gdy kryzys już trwa.
Miasto odporne
W skali miasta architektura bezpieczeństwa przestaje być wyłącznie zagadnieniem projektowym, a staje się elementem polityki miejskiej. Odporność miasta zależy od transportu, energetyki, wodociągów, kanalizacji, ochrony zdrowia, służb ratowniczych, systemów komunikacji, infrastruktury cyfrowej i zasobów budowlanych.
Zasadniczym pojęciem staje się ciągłość działania. Miasto odporne nie jest miejscem, w którym nic złego się nie wydarzy. Takiego miasta nie można zaprojektować. Miasto odporne to takie, które potrafi przyjąć uderzenie, ograniczyć jego skutki, utrzymać najważniejsze funkcje, a następnie możliwie szybko wrócić do normalnego działania.
Nie tylko wojna
W Polsce współczesna dyskusja o ochronie ludności jest w oczywisty sposób związana z sytuacją geopolityczną. Byłoby jednak błędem projektowanie architektury bezpieczeństwa wyłącznie na wypadek konfliktu zbrojnego. Te same rozwiązania mogą zwiększać odporność na wiele różnych zdarzeń.
Zasilanie awaryjne jest przydatne zarówno podczas konfliktu, jak i awarii sieci. Retencja i odpowiednio zaprojektowane odwodnienie pomagają podczas ekstremalnych opadów. Alternatywne ciągi komunikacyjne mają znaczenie podczas ewakuacji, pożaru czy lokalnego zalania. Pomieszczenie zapewniające możliwość czasowego schronienia może być użyteczne w różnych scenariuszach. Najlepsza architektura bezpieczeństwa nie jest więc projektowana pod kątem jednego zagrożenia, lecz z myślą o utrzymaniu funkcji.

Bezpieczeństwo a zmiany klimatu
Coraz większego znaczenia nabiera również odporność klimatyczna. Fale upałów, susze, deszcze nawalne i gwałtowne burze wpływają bezpośrednio na sposób projektowania budynków oraz przestrzeni miejskiej. Bezpieczeństwo oznacza więc także ograniczanie przegrzewania, retencję wody, odpowiednie kształtowanie zieleni, zabezpieczenie infrastruktury przed zalaniem oraz świadome lokalizowanie urządzeń technicznych.
Jeżeli kluczowe urządzenia energetyczne lub telekomunikacyjne umieszczamy w miejscu najbardziej narażonym na zalanie, tworzymy podatność już na etapie projektu. I często jest to problem, którego później nie da się usunąć bez dużych nakładów.
Człowiek jest częścią systemu
Najlepiej zaprojektowana infrastruktura nie zapewni bezpieczeństwa, jeżeli użytkownicy nie będą wiedzieli, jak z niej korzystać. Dlatego architektura bezpieczeństwa nie kończy się na przekazaniu budynku do użytkowania.
Potrzebne są instrukcje, oznakowanie, procedury, ćwiczenia i edukacja. Mieszkaniec powinien wiedzieć, gdzie znajduje się droga ewakuacyjna. Administrator powinien wiedzieć, które urządzenia wymagają zasilania awaryjnego. Zarządca powinien znać procedurę działania podczas długotrwałej awarii. Samorząd powinien mieć rozeznanie, jakie zasoby znajdują się na jego terenie. Bez tej wiedzy nawet bardzo dobre rozwiązania techniczne mogą okazać się bezużyteczne.
Najpierw mapa zależności
Jednym z pierwszych działań podczas projektowania odporności powinna być identyfikacja zależności. Od czego zależy funkcjonowanie obiektu? Od energii? Od sieci telekomunikacyjnej? Od jednej drogi dojazdowej? Od jednej przepompowni? Od jednego pomieszczenia technicznego? Następnie należy zadać kolejne pytanie: co się wydarzy, gdy ten element przestanie działać?
Tak powstaje mapa podatności. Dopiero na jej podstawie można rozsądnie decydować, gdzie inwestować środki. Bezpieczeństwo nie zawsze oznacza konieczność stosowania najdroższych rozwiązań. Bardzo często wymaga przede wszystkim dostrzeżenia słabego punktu.
Region – ostatni poziom układanki
Miasto również nie funkcjonuje samodzielnie. Energia, żywność, paliwo, transport, opieka medyczna i łączność tworzą systemy wykraczające daleko poza granice administracyjne jednej gminy. Dlatego najwyższym poziomem architektury bezpieczeństwa jest region.
Odporność regionalna oznacza między innymi istnienie alternatywnych szlaków transportowych, rozmieszczenie infrastruktury krytycznej, zdolność wzajemnego wsparcia samorządów oraz planowanie zasobów. Kryzys bardzo rzadko respektuje granice administracyjne. System bezpieczeństwa również nie powinien się na nich kończyć.
Od smart city do resilient city
Przez ostatnie lata miasta chętnie posługiwały się pojęciem smart city. Inteligentne oświetlenie, sensory, aplikacje, automatyka i analiza danych miały poprawiać jakość życia. To wartościowy kierunek, ale inteligentne miasto musi być jednocześnie odporne.
Technologia powinna wspierać bezpieczeństwo, a nie tworzyć kolejne uzależnienie. Jeżeli podstawowe funkcje miasta mogą działać wyłącznie dzięki stale dostępnej sieci teleinformatycznej, to wraz ze wzrostem technologicznego zaawansowania może paradoksalnie rosnąć podatność systemu. Dlatego kolejnym etapem rozwoju inteligentnych miast powinno być resilient city – miasto odporne.
Bezpieczeństwo od pierwszego szkicu
Największym błędem jest traktowanie bezpieczeństwa jako elementu dodawanego na końcu projektu. Gdy budynek jest już zaprojektowany, układ komunikacyjny ustalony, instalacje rozmieszczone, a przestrzeń zagospodarowana, poprawienie odporności może być bardzo kosztowne albo wręcz niemożliwe.
Tymczasem wiele rozwiązań wprowadzonych na początku procesu projektowego nie musi znacząco zwiększać kosztów inwestycji. Niekiedy wystarczy inne rozmieszczenie pomieszczeń technicznych. Inna trasa instalacji. Drugie wyjście. Możliwość późniejszego podłączenia zasilania rezerwowego. Odpowiednio zaprojektowana przestrzeń podziemna. Czytelniejszy układ wejść. Bezpieczniejsze zagospodarowanie terenu. To właśnie przy podejmowaniu pierwszych decyzji projektowych powstaje odporność.
Architektura jak ubezpieczenie
Paradoks architektury bezpieczeństwa polega na tym, że jej największym sukcesem może być sytuacja, w której przez dziesięciolecia nie będziemy musieli korzystać z części zaprojektowanych zabezpieczeń. Nie oznacza to jednak, że były niepotrzebne. Budujemy konstrukcje z odpowiednimi współczynnikami bezpieczeństwa, instalujemy systemy przeciwpożarowe i projektujemy drogi ewakuacyjne, choć mamy nadzieję, że nigdy nie zostaną wykorzystane w realnym zagrożeniu.
Tak samo powinniśmy patrzeć na odporność. Nie projektujemy dla katastrofy. Projektujemy tak, aby katastrofa – jeżeli nastąpi – nie zamieniła się w jeszcze większą tragedię. Dlatego architektura bezpieczeństwa nie powinna być specjalnością uruchamianą dopiero w chwili zagrożenia. Powinna stać się jednym z naturalnych kryteriów dobrego projektowania. Od mieszkania, przez budynek, osiedle, kwartał, miasto – aż po cały region.
Bo bezpieczna przestrzeń nie zaczyna się od schronu. Zaczyna się od sposobu myślenia o tym, co projektujemy dziś i jak będzie to działało wtedy, gdy warunki przestaną być
normalne.



