TENIS NA MIARĘ PRZYSZŁOŚCI
Nowe hale, zadaszone korty i modernizacja istniejących obiektów mają sprawić, że tenis stanie się w Polsce sportem bardziej dostępnym. Zdaniem DARIUSZA ŁUKASZEWSKIEGO, prezesa Polskiego Związku Tenisowego, inwestycje związane z rządowym Programem modernizacji kompleksów tenisowych powinny iść w parze z rozwojem szkolenia oraz współpracą samorządów, klubów i związku, tak aby przełożyły się na trwały wzrost poziomu dyscypliny.
Szymon Kurek: Rok po uruchomieniu programu można już ocenić pierwsze zainteresowanie rynku. Czy skala i jakość zgłaszanych projektów spełniają oczekiwania Polskiego Związku Tenisowego?
Dariusz Łukaszewski: Zdecydowanie tak. Cieszy nas zarówno skala zainteresowania programem, jak i poziom zgłoszonych inwestycji. Polski Związek Tenisowy uczestniczył w tym procesie bardzo aktywnie – analizowaliśmy projekty i przygotowywaliśmy dla Ministerstwa Sportu i Turystyki rekomendacje dotyczące ośrodków, w których inwestycje mogą przynieść największą wartość całemu polskiemu tenisowi. PZT rekomendował łącznie 32 projekty.
To często najważniejsze miejsca na tenisowej mapie Polski – obiekty mające tradycję szkoleniową, organizujące turnieje krajowe i międzynarodowe oraz współpracujące z dużą liczbą dzieci, młodzieży i zawodników wyczynowych. Jednocześnie program nie ogranicza się wyłącznie do największych metropolii. Dofinansowanie trafia również do takich miejsc jak Złotów, Złotoryja, Dziwnów czy Kąty Wrocławskie. To bardzo istotne, ponieważ silny tenis nie może być budowany jedynie w kilku największych miastach.
Trzeba również pamiętać, że dofinansowanie może wynieść do 50 proc. wydatków kwalifikowanych. Oznacza to, że środki ministerialne uruchamiają dodatkowe pieniądze samorządów, klubów i innych inwestorów, a rzeczywista wartość realizowanych przedsięwzięć jest znacznie wyższa niż sama kwota dotacji.
S.K.: Jakie typy inwestycji są obecnie najbardziej pożądane?
D.Ł.: Najbardziej potrzebujemy inwestycji, które zwiększają dostępność kortów. W polskich warunkach klimatycznych szczególne znaczenie mają zadaszenia istniejących kortów, budowa hal tenisowych oraz modernizacja obiektów, które dziś mogą być wykorzystywane jedynie przez kilka miesięcy w roku. Dobrym przykładem są dwa nowe zadaszone korty planowane w Złotowie czy budowa hal i krytych kortów we Wrocławiu oraz Złotoryi.
Potrzebne są także inwestycje kompleksowe, takie jak wymiana zdegradowanych nawierzchni, nowoczesne oświetlenie, zaplecze szatniowo-sanitarne, trybuny, ogrodzenia, termomodernizacja oraz przestrzenie do przygotowania motorycznego i odnowy biologicznej. Program słusznie obejmuje nie tylko same korty, lecz również infrastrukturę niezbędną do prowadzenia całego procesu treningowego i szkoleniowego.
Najważniejsze jest jednak to, aby nie budować infrastruktury w oderwaniu od jej przyszłego wykorzystania. Każdy projekt powinien odpowiadać na konkretne potrzeby, zgodnie z tym, ilu zawodników i mieszkańców będzie korzystało z obiektu, jakie szkolenie będzie tam prowadzone, ile wydarzeń może zostać zorganizowanych i czy obiekt będzie rzeczywiście dostępny przez większą część dnia oraz roku.
S.K.: W trakcie naboru zdecydowano o wydłużeniu terminu składania wniosków oraz obniżeniu minimalnej wartości dofinansowania z 3 mln zł do 1 mln zł. Czy z perspektywy PZT są to zmiany, które otwierają program na mniejsze, lokalne ośrodki, czy nadal największe szanse mają duże centra tenisowe?
D.Ł.: To były bardzo potrzebne zmiany. Obniżenie minimalnej kwoty dofinansowania realnie otworzyło program na mniejsze miasta i bardziej lokalne projekty. Widać to już w obecnych rozstrzygnięciach. Obok dużych inwestycji, takich jak przebudowa kompleksu w Szczecinie, dofinansowanie otrzymały projekty o mniejszej wartości we wspomnianych wcześniej Złotowie, Dziwnowie, Kątach Wrocławskich, ale też w Gorzowie Wielkopolskim. Zakresy prac są bardzo różne: od budowy hal i zadaszonych kortów, przez wymianę nawierzchni i oświetlenia, po modernizację zaplecza oraz stworzenie ścianek treningowych.
Program powinien wspierać zarówno duże centra, o znaczeniu ponadregionalnym, jak i mniejsze ośrodki, które pełnią niezwykle ważną funkcję w lokalnym systemie szkolenia. Nie każdy projekt musi kosztować kilkanaście milionów złotych. Czasem stosunkowo niewielka inwestycja – zadaszenie dwóch kortów, wymiana nawierzchni czy modernizacja oświetlenia – może podwoić możliwości szkoleniowe klubu i wyraźnie obniżyć koszt korzystania z obiektu.
S.K.: Sukcesy polskich tenisistów wpłynęły na wzrost zainteresowania tą dyscypliną. Jak jednak Pan zauważa, równie ważna jak liczba kortów jest ich dostępność oraz standard. Jak wyobraża Pan sobie polską infrastrukturę tenisową za pięć–dziesięć lat?
D.Ł.: Chciałbym, aby za pięć–dziesięć lat każdy region miał przynajmniej jeden silny, całoroczny ośrodek tenisowy, zdolny do prowadzenia systematycznego szkolenia, organizacji zgrupowań oraz rozgrywania zawodów o randze krajowej, a w odpowiednich lokalizacjach również międzynarodowej. Jednocześnie potrzebujemy gęstej sieci mniejszych, lokalnych obiektów, na których dzieci i dorośli będą mogli rozpocząć tenisową przygodę blisko miejsca zamieszkania.
Sama liczba kortów nie wystarczy. Muszą one spełniać odpowiednie standardy, być dostępne przez cały rok i oferowane w cenach, które nie wykluczają dużej części społeczeństwa. Mechanizm jest podobny jak na rynku mieszkaniowym: ceny można trwale obniżać przede wszystkim poprzez zwiększanie dostępności, czyli podaży. Im więcej będzie nowoczesnych kortów, hal i zadaszeń – szczególnie obiektów współfinansowanych ze środków publicznych – tym większa będzie możliwość oferowania mieszkańcom, klubom i grupom szkoleniowym przystępnych stawek.
Dlatego tak ważne jest zaangażowanie samorządów. Tenis nie może opierać się wyłącznie na obiektach komercyjnych, których właściciele muszą odzyskać pełne koszty budowy i utrzymania poprzez cenę wynajmu kortu. Publiczne inwestycje, prowadzone we współpracy z klubami i PZT, mogą zwiększać podaż infrastruktury, zapewniać godziny preferencyjne dla szkolenia dzieci i młodzieży oraz budować rzeczywistą dostępność tenisa dla mieszkańców.
S.K.: Skoro mowa o samorządach, jak Pana zdaniem powinien wyglądać model współpracy pomiędzy samorządami, klubami i Polskim Związkiem Tenisowym, aby publiczne środki przełożyły się nie tylko na lepszą infrastrukturę, ale również na wzrost liczby szkolonych zawodników?
D.Ł.: Każda ze stron powinna odpowiadać za ten obszar, w którym ma największe kompetencje. Samorząd zapewnia stabilność inwestycji, wkład własny, teren, utrzymanie obiektu oraz jego dostępność dla mieszkańców. Klub wnosi trenerów, codzienną działalność, nabór dzieci i młodzieży oraz wiedzę o potrzebach lokalnego środowiska. Polski Związek Tenisowy może natomiast pomóc w określaniu standardów sportowych, tworzeniu programów szkoleniowych, kształceniu trenerów i sędziów oraz włączaniu obiektu do krajowego i międzynarodowego kalendarza wydarzeń.
Bardzo ważne jest, aby taki model współpracy był ustalany jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji.
Powinien obejmować między innymi liczbę godzin przeznaczonych na szkolenie dzieci i młodzieży, zasady preferencyjnego dostępu dla kadr i programów PZT, plan organizacji turniejów oraz mierzalne cele dotyczące wzrostu liczby uczestników zajęć. Dzięki temu sukcesem nie będzie samo przecięcie wstęgi, lecz to, co wydarzy się na obiekcie w kolejnych latach.
Archiwum: PZT



