O prawo i jego egzekucję
KOMENTARZ
Architektura to sztuka przekształcania przestrzeni. Jest ona obrazem stopnia zaawansowania społeczeństwa w humanistycznym rozwoju kultury budowania. Jak wygląda nasz kraj w tym ujęciu, widać gołym okiem.
PROF. BOLESŁAW STELMACH
p.o. Dyrektora Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki
Polska, obok wszystkich pozostałych krajów Unii Europejskiej, podpisała w 2018 r. deklarację z Davos, wskazującą na wyjątkową wagę kultury budowania. Rzeczpospolita zobowiązała się w ten sposób do prowadzenia odpowiedzialnej, zrównoważonej polityki architektonicznej, o czym zresztą mówi art. 5 Konstytucji. Na tle pozostałych krajów Europy Zachodniej, ale i państw bałtyckich, Polskę wyróżnia jednak brak państwowej polityki architektonicznej oraz pogłębiający się chaos przestrzenny, wynikające ze złego prawa i jeszcze gorszego jego stosowania lub – jak kto woli – z braku jego stosowania.
Środowisko architektów i urbanistów od dekad alarmuje o wielkich kosztach społecznych i ekonomicznych tej sytuacji, o katastrofalnym niszczeniu krajobrazu i urbanizacji bez urbanistyki, o kalekim rozrastaniu się miast.
Wśród powodów tego stanu rzeczy należy wskazać braki legislacyjne, w tym brak ustawy o architekturze i ustawowego umocowania zawodu architekta, postępującą degradację zawodu architekta (pauperyzację, oderwanie nauki od praktyki), rezygnację z wyboru projektantów na podstawie jakości projektu oraz brak ochrony praw autorskich twórców architektury i urbanistyki. Architekci od wieków wykonują „wolny zawód”, jak lekarze i prawnicy, a nie „zawód zaufania publicznego”. Architektura w ustawie o działach administracji rządowej utkwiła w dziale budownictwo. W dziale kultura udało się w 2018 r. wynegocjować wyłącznie „estetykę przestrzeni”, chociaż architekci wiedzą, że to pudrowanie trupa. Pacjenta – polską przestrzeń – trzeba leczyć, a nie pudrować. Rządy w Polsce nie rozwiązują bowiem, jak we Francji czy Finlandii, problemów w dziedzinie architektury i urbanistyki, a jedynie problemy budownictwa. Z jakim skutkiem – wszyscy widzą.
Niewiele pod tym względem zmieniło powołanie w 2017 r. przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nowej instytucji kultury – Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki. Środowisko architektów zabiegało o to od dekad.
Instytut zajmuje się ochroną spuścizny wybitnych polskich architektów i urbanistów, edukacją czy wydawnictwami. Dzięki Bogu i za to, ale ze skromnym budżetem oraz wąskim zakresem działania NIAiU jest jak kropla w morzu potrzeb.
W sferze legislacyjnej kolejne nieudane próby przygotowania przez poprzednie rządy Kodeksu budowlanego, nowelizacji ustaw o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym czy Prawa budowlanego pokazują całkowitą niemoc państwa w tym obszarze. Polska mentalnie niby jest krajem anglosaskim, w którym rządzą wyjątki (specustawy), a reguły pozostają bezsilne. Co więcej, europejskie prawo aplikowane w naszym kraju przegrywa z polską „przedsiębiorczością” i instynktem przetrwania w biurokratycznej rzeczywistości.
Co do praktyki budowlanej konkursy architektoniczno-urbanistyczne czy dialogi z zachowaniem zasad konkurencyjności stanowią mniej niż 1 proc. wszystkich postępowań w ramach ustawy Prawo zamówień publicznych na prace projektowe w budownictwie.
Należy konsekwentnie dążyć do zmiany tej katastrofalnej sytuacji. Myślę, że Kongres w 2026 r. będzie dobrą do tego okazją, bo należy mówić o tym wszędzie i tak głośno, jak tylko się da – po to aby edukować społeczeństwo i zmobilizować wszystkie jego siły do zmiany tego stanu rzeczy. Wybitne polskie dzieła współczesnej architektury stanowią wyjątki od opisanych reguł. Wydaje się bowiem, że o ile obszar techniki budowania i jakości przestrzeni wyjątkowych dzieł polskiej architektury mieści się w standardach europejskich, o tyle jakość przestrzeni miast i krajobrazu (a w zasadzie jej brak) czyni z nas najbrzydsze państwo Europy z najbardziej dysfunkcjonalną przestrzenią. Próbujmy to zmienić.



