Między przestrzenią a dźwiękiem
| LIFE |
Nieoczywista, wręcz nierzeczywista relacja architektury z muzyką istnieje, przy czym opiera się na subtelnościach dostępnych tym, którzy potrafią jednocześnie słuchać i patrzeć. W rozmowie z Tomaszem Koniorem, architektem z zawodu i muzykiem z pasji, wybrzmiewa opowieść o wrażliwości, intuicji i materii, która – niczym dźwięk – potrafi poruszać, budować napięcie i pozostawiać trwały ślad.
Szymon Kurek: Goethe w swoich słynnych rozmowach z Eckermannem powiedział, że architektura to zamrożona muzyka. Czy rzeczywiście tak jest? Czy architektura może być próbą nadania stałej, materialnej formy czemuś tak ulotnemu jak dźwięk?
Tomasz Konior: Odpowiedzi możemy szukać w naszej wyobraźni, w emocjach oraz indywidualnym postrzeganiu rzeczywistości. Muzykę z architekturą łączy mnóstwo analogii: harmonia, rytm, proporcje, kompozycja, struktura… Choć mamy do czynienia ze skrajnymi zjawiskami: abstrakcją i konkretem, znajduję tutaj pełno wzajemnych odniesień.
Od naszej wrażliwości zależy, jak odbieramy przestrzeń – co nas porusza, wobec czego pozostajemy obojętni, na ile, przebywając w danym miejscu, czujemy się komfortowo, a wręcz odbieramy to miejsce wszystkimi zmysłami. Możemy znajdować kolejne podobieństwa: w muzyce odczuwamy dźwięk i ciszę, w architekturze materię i pustkę. Peter Zumthor, szwajcarski architekt, powiedział kiedyś, że najważniejsza jest atmosfera. W tym sensie muzyka i architektura są tożsame. Oba zjawiska są dla mnie czymś więcej niż pasją i profesją. Dzięki temu, że łączą się z ludźmi, nadają sens istnieniu.
S.K.: Gdybyśmy na chwilę odłożyli na bok wielkie projekty, deski kreślarskie i place budowy – jak wygląda Pana prywatna relacja z muzyką na co dzień?
T.K.: Słucham, odczuwam, często przy muzyce odpoczywam. Od kilku lat próbuję również coś zagrać i przy tym, a to jest jeszcze trudniejsze, zrozumieć, co gram. Dość wcześnie, w bardzo młodym wieku, zacząłem intensywnie odbierać to, co słyszę, i wyobrażałem sobie, że muzyka będzie nie tylko moją pasją, ale również profesją, że będę się nią zajmował w życiu zawodowo. Równolegle odkryłem, czym jest architektura.
Uwielbiałem zabawy w odróżnianie stylów i nazywanie detali architektonicznych. Niemal każda wycieczka, czy podczas letnich kolonii, czy wyjazdów z rodzicami, kończyła się w jakimś napotkanym kościele, w którym zapatrzyłem się na kształt sklepienia albo… zasłuchałem w brzmieniu organów. Koniec końców zostałem architektem, a muzyka pozostała w sferze fascynacji.
Czy czuję przez to niedosyt? Z tym pytaniem wiąże się pewna anegdota. Gdy poznałem Krystiana Zimermana, podczas pierwszego spotkania zapytał mnie, czy zawsze chciałem być architektem. Odpowiedziałem, że nie – że zawsze chciałem być muzykiem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że on w takich sytuacjach reaguje dość przewrotnie: „Popatrz, to tak jak ja – zawsze chciałem być architektem. I obu nam w życiu nie wyszło”. Żart nie żart, ale wciąż bawi i daje do myślenia.
To, że chciałem zostać muzykiem, w pewnym sensie realizuję dziś, ucząc się gry na fortepianie. I to mnie dopełnia. Czasem wraca myśl o niespełnionym marzeniu. Natomiast dzięki temu, że od blisko dwudziestu lat wymyślam budynki dla muzyki, oba zjawiska łączą się również w praktyce. Z jednej strony zawód, z drugiej pasja, a poprzez projektowanie przestrzeni dla muzyki mam dwa w jednym. I pod tym względem czuję się spełniony. Muzyka jest więc obecna nie tylko w sferze wrażliwości i odbioru, lecz także w projektowaniu, a dzięki grze jeszcze głębiej wnikam w ten niezwykły świat.
S.K.: W Pana dorobku architektonicznym znajduje się projekt siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Salę koncertową współtworzył Pan wraz z wybitnym japońskim akustykiem Yasuhisą Toyotą. Gdzie w projektowaniu tak specyficznej przestrzeni kończy się matematyka, a zaczynają intuicja architekta oraz zmysł muzyka?
T.K.: Mam to szczęście, że od lat nie tylko pracuję przy kolejnych projektach, ale także przyjaźnię się z Yasu Toyotą, zresztą zawdzięczam tę znajomość Krystianowi Zimermanowi. Podczas naszego pierwszego spotkania w Tokio zadałem mu pytania: „Jak zaprojektować dobrą salę koncertową? Czy istnieje jakiś uniwersalny przepis?”. Spojrzał na mnie i powiedział: „Ty jesteś architektem – to ty tworzysz salę koncertową, a ja do tej sali dostrajam akustykę”.
To było dla mnie całkowite zaskoczenie. wręcz pewna rewolucja w myśleniu. Wcześniej miałem przekonanie, że to akustyk narzuca warunki, a architekt jedynie je „obudowuje”. W jego podejściu jest odwrotnie: punkt wyjścia stanowi wizja przestrzeni, która w kolejnych etapach jest rozwijana, korygowana i uzupełniana.
To proces żmudny i bardzo złożony. Wiem również od niego, że intuicja jest dla akustyka równie ważna jak obliczenia – odczuwanie w relacji z analizami struktur i długości fal dźwiękowych. Bez wyobraźni, bez zdolności kojarzenia i łączenia różnych elementów projektowana przestrzeń nie spełni oczekiwań. Samo liczenie i mierzenie nie gwarantuje sukcesu.
Wspomniany tu Krystian Zimerman, genialny pianista, przez wiele lat badał sale koncertowe, próbując zrozumieć, dlaczego w jednych gra mu się doskonale, a w innych nie. I okazywało się, że mimo idealnych parametrów technicznych efekt nie zawsze był satysfakcjonujący. To pokazuje, że istnieje wymiar niematerialny, który ma ogromne znaczenie. Dotyczy to nie tylko sal koncertowych, ale także instrumentów: skrzypiec, fortepianów. Ostatecznie zawsze mamy do czynienia z połączeniem nauki i intuicji. Trudno powiedzieć, która z tych sfer jest ważniejsza. One muszą współistnieć i wzajemnie się uzupełniać na każdym etapie projektowania i budowania.
S.K.: Projektuje Pan obiekty, które stają się nowymi centrami grawitacji dla miast. Jak połączyć ze sobą subtelność materii muzycznej z rozmachem zaawansowanego projektowania, aby nie zatracić jednego w drugim? Czy architekt jest wówczas niczym kompozytor, który narzuca miastu swój temat muzyczny, czy raczej jak dyrygent, którego zadaniem jest sprawić, by dotychczasowy chaos ulic, ludzi i dźwięków nagle zaczął brzmieć w sposób uporządkowany i harmonijny?
T.K.: Postawiłbym przede wszystkim na umiejętność słuchania i obserwacji. Bez tych zdolności trudno osiągnąć dobry rezultat w działaniu. To, co projektujemy, powinno być twórczą odpowiedzią na potrzeby ludzi. Równie ważne jest rozumienie „brzmienia” miasta, znalezienie właściwych proporcji, harmonii i praktycznej użyteczności. Pomocna jest zdolność przewidywania, jak w odpowiedzi na zmieniające się potrzeby adaptować istniejące przestrzenie. Warto pamiętać, że czwartym wymiarem architektury jest czas. To, co powstaje w wyniku naszej pracy, powinno pozostać aktualne przez lata.
Dziś mierzymy się z problemem szybkiego „zużycia” współczesnej architektury. Budynki zbyt często starzeją się szybciej niż ich twórcy. To zjawisko wcześniej nie występowało w takiej skali. Kwestie ponadczasowości i uniwersalności były kiedyś oczywiste. Obecnie coraz większą rolę odgrywa troska o środowisko i klimat. Zrównoważony rozwój to już nie puste hasło, a konieczność. Coraz częściej wymienione kwestie stają się miarą jakości projektu. Holistyczne podejście zyskuje na znaczeniu. W naszej praktyce staramy się unikać wybiórczych decyzji, próbujemy patrzeć całościowo i dostrzegać nieoczywiste konsekwencje w długiej perspektywie. Dlatego tak istotna jest refleksja i dogłębna analiza przed każdą ingerencją w przestrzeń. Unikamy jak ognia chodzenia na skróty. Potrzebujemy czasu na decyzje.
S.K.: Starzeją się budynki, ale instrumenty muzyczne mają w sobie coś, co sprawia, że starzeją się z godnością, często zyskując na wartości brzmienia. Czy przy doborze materiałów, takich jak cegła, drewno lub beton, myśli Pan o nich w kategoriach akustycznego starzenia się i tego, jak budynek będzie „brzmiał” na przykład za 50 lat?
T.K.: Świadomość, że projektujemy nie tylko na lata, ale na dekady, a nawet stulecia, dyscyplinuje nasze myślenie. Architektura pozostawia trwały ślad, wpływa na codzienność obecnych i przyszłych odbiorców, na środowisko i na kształt miasta. Naszą metodą w Konior Studio jest poszukiwanie dobrych wzorców. Zanim zacząłem projektować sale koncertowe, podróżowałem muzycznym szlakiem, poznając specyfikę tych miejsc. Analizowałem na miejscu uznane realizacje w Stanach Zjednoczonych i Japonii. Okazało się, że to właśnie Japończycy w sposób najbardziej spektakularny rozwinęli europejskie doświadczenia z przestrzeniami dla muzyki.
Jeśli chodzi o materiały, to te najbardziej naturalne – kamień, drewno, cegła czy odpowiednio stosowany beton – charakteryzują się największą trwałością i szlachetnością. Dobrze się starzeją, z czasem zyskując patynę, nie tracąc przy tym wartości estetycznej. Problem pojawia się przy materiałach silnie przetworzonych, które często nie są tak trwałe. Przez pewien czas panowało przekonanie, że budynki będą funkcjonować jak produkty przemysłowe, szybko wymieniane. Dziś wiemy, że to błędne podejście. Najbardziej ekologiczna jest architektura trwała, ponadczasowa i podatna na adaptację. Budynki historyczne doskonale to pokazują, mogą zmieniać funkcje i nadal pozostają wartościowe. Chciałbym, aby o ich przetrwaniu decydowały jakość i akceptacja społeczna, a nie jedynie administracyjny nakaz ochrony.
S.K.: Wyobraźmy sobie, że architektura znika, a zostaje tylko emocja, którą wywołuje. Jaki utwór muzyczny najlepiej oddaje Pana podejście do projektowania przestrzeni?
T.K.: Świetne pytanie! Wymaga głębszego namysłu. Ale odpowiem spontanicznie. Wyobraźnia podpowiada mi Boléro Ravela. Rytm, harmonia, ciągłość i rosnące napięcie. Te cechy odnajduję zarówno w tym utworze, jak i w architekturze. Są w nim momenty bardzo ciche, niemal ciszy, i jest wyraźna kulminacja. Tak, widzę tu sporo analogii do architektury. Doświadczam bogactwa formy, jest różnorodność i zmienna dynamika. I – co istotne – nie ma tam miejsca na fałsz. Mam poczucie, że wszystko znajduje się na swoim miejscu, a jednocześnie pozostaje przestrzeń na interpretację. Dla wybitnych również na improwizację.
TOMASZ KONIOR – architekt i urbanista. Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, ukończył także studia podyplomowe z konserwacji zabytków na Politechnice Śląskiej. Doświadczenie zdobywał m.in. w FH Trier. Autor rozprawy doktorskiej o przestrzeni publicznej w architekturze muzyki (2019). Laureat licznych nagród, w tym Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, godła „Teraz Polska” oraz Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Trzykrotnie nominowany do Nagrody im. Miesa van der Rohego, zdobywca Grand Prix Architektura Roku SARP. Aktywny w środowisku zawodowym i instytucjach kultury, pasjonat miasta i muzyki klasycznej.
Archiwum: Konior Studio











