BOOM CZY BLOKADA?
Godziny spędzone w urzędach, niekończące się odwołania, rozwlekłe procedury przetargowe i nieustanny lęk – czym ustawodawca zaskoczy nas tym razem? Tak w dużym skrócie wygląda rzeczywistość branży działającej pod parasolem Prawa budowlanego oraz ustaw o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym i przyłączeniowej. Samo Prawo budowlane, przez ponad trzy dekady istnienia, było nowelizowane około stu razy, a większość „usprawnień”, jak dotąd, kończyła się kolejnymi zgryzotami samorządów, inwestorów i firm budowlanych. Czy tak będzie i tym razem?

Z tego artykułu dowiesz się:
- czy nowe prawo naprawdęprzyspieszy inwestycje;
- co zawierają nowelizacjeustawy o planowaniui zagospodarowaniuprzestrzennym i Prawabudowlanego;
- jakie są wady i zaletyzintegrowanych planówinwestycyjnych (ZPI);
- co zmienił Senat w ustawieprzyłączeniowej;
- co może wspomóc polskiboom infrastrukturalny.
Przekopywanie się przez prawne bariery rozpoczniemy od jednej z najważniejszych ustaw – oplanowaniu i zagospodarowaniuprzestrzennym. System planowaniaw Polsce przypomina plac budowyw stanie ciągłego remontu. Ustawaz 2003 r., która miała stabilizowaćrynek, w ciągu 23 lat funkcjonowaniabyła nowelizowana już ok. 80 razy, codaje średnio 3,5 zmiany rocznie.
Szczególną intensywność przyniósł rok 2025, kiedy to ustawodawca aż czterokrotnie ingerował w przepisy, próbując „naprawić” wielką reformę z 2023 r. Dla inwestorów i samorządów ta legislacyjna karuzela oznacza jedno: proces przygotowania inwestycji jest nieprzewidywalny i zaczyna przypominać grę w ruchomy cel. A dla sukcesu przyszłej inwestycji umiejętność orientowania się w tych prawnych gąszczach jest równie ważna jak dogłębna analiza chłonności gruntu.
W ostatnich latach niemal każda ekipa dorzucała swój kamyczek do pogmatwanego prawa, zapowiadając budowlaną rewolucję. Resort rozwoju i technologii obecnej kadencji przekonuje jednak, że tym razem zmiany w systemie planowania przestrzennego mają naprawdę – choć stopniowo – usprawnić proces przygotowania inwestycji. Jak? W rozmowie z „Builderem” przedstawiciele Ministerstwa wskazują przede wszystkim na rozwój narzędzi planistycznych wprowadzonych reformą z 2023 r., w tym zintegrowanych planów inwestycyjnych (ZPI).
–Projekt ustawy o planowaniui zagospodarowaniu przestrzennym (Nr UD316 w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów) jest obecnie na końcowym etapie rządowego procesu legislacyjnego, a nowe przepisy powinny wejść w życie na przełomie II i III kwartału 2026 r. Obejmują one m.in. dalsze uelastycznienie rozwiązań proceduralnych dotyczących zintegrowanych planów inwestycyjnych (ZPI), doprecyzowanie przepisów oraz wprowadzenie instrukcyjnych terminów postępowania dla rad gmin i sądów administracyjnych rozpatrujących skargi na ZPI. Sam instrument ZPI, wprowadzony reformą planowania przestrzennego w 2023 r., jako szczególna forma planu miejscowego ma docelowo zastąpić rozwiązania specustawy mieszkaniowej i – w odróżnieniu od niej – może dotyczyć wszystkich rodzajów inwestycji potrzebnych w gminach, nie tylko mieszkaniowych – wyjaśnia Ministerstwo Rozwoju i Technologii.
Zintegrowany plan inwestycyjny (ZPI) to specjalny rodzaj planu miejscowego, który działa jak umowa między gminą a inwestorem i pozwala na szybszą realizację konkretnych projektów. Dzięki ZPI można łatwiej budować np. nowe osiedla mieszkaniowe, szkoły, przedszkola, drogi lokalne, parki, zakłady przemysłowe czy centra handlowe.
ZPI ma zastąpić dotychczasową specustawę mieszkaniową, bo pozwala nie tylko na budowę domów, ale również na realizację wszelkich inwestycji potrzebnych w gminie. Dzięki temu proces planowania przestrzennego staje się bardziej elastyczny i przewidywalny – zarówno dla inwestorów, jak i dla urzędników.
Kolejki w urzędzie o połowę dłuższe
Eksperci podkreślają, że same zmiany legislacyjne nie rozwiązują jednak najważniejszych problemów systemu. Dr Damian Kaźmierczak, Wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, w rozmowie z „Builderem” przyznaje, że kluczowe pozostają zatory administracyjne i przewlekłość procedur.
–Nowelizacje są pomocne, ale niewystarczające, jeśli nie rozwiążemy wąskich gardeł w urzędach i problemów proceduralnych. Polska stoi dziś przed największą w historii kumulacją projektów infrastrukturalnych, a same nowelizacje ustaw nie zwiększają realnie tempa inwestycji, jeśli urzędy będą działać z takimi opóźnieniami jak obecnie – wskazuje dr Kaźmierczak.
Na podobne ograniczenia zwracają również uwagę przedstawiciele branży wykonawczej, dla których blokady administracyjne to już chleb powszedni. Zdaniem Dariusza Blochera, Członka Rady Nadzorczej Unibepu, jednym z największych wyzwań pozostaje dziś czas oczekiwania na kluczowe decyzje.
–Największym problemem są decyzje środowiskowe. Czas oczekiwania wydłużył się o 50 proc., a interpretacje przepisów różnią się między oddziałami, co szkodzi inwestorom i obywatelom. Druga istotna sprawa to prawo zamówień publicznych i rosnąca liczba protestów – w ostatnich latach trzykrotnie wzrosła liczba odwołań do KIO. To wydłuża proces wyboru wykonawcy do 12 do 24 miesięcy i ogranicza termin wykorzystania środków unijnych. Wszystkie inne zmiany ustawowe są delikatną pomocą, ale największą bolączką pozostają długość procedur i biurokracja – podkreśla Blocher.
Co planuje gmina
Sprawne prowadzenie inwestycji w dużej mierze będzie zależeć od planów ogólnych gmin. Plan ogólny to nowy obowiązkowy dokument wprowadzony 24 września 2023 r., który zastępuje dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego (SUiKZP). Gminy mają czas na jego uchwalenie do końca czerwca 2026 r.
W przeciwieństwie do wcześniejszego studium, które było jedynie wskazówką przy tworzeniu planów miejscowych, plan ogólny ma moc prawną – urzędnicy muszą się do niego stosować przy wydawaniu decyzji otym, co i gdzie można budować.
Dokument wprowadza stałe strefyplanistyczne, czyli wyraźnie wydzielone obszary przeznaczone np. pod zabudowę mieszkaniową, przemysłową czy tereny zielone. Takie określenie funkcji poszczególnych części gminy ogranicza przypadkową zabudowę i ułatwia uporządkowany rozwój przestrzeni.
Dodatkowo plan ogólny korzysta z cyfrowych standardów urbanistycznych – gotowych, jednoznacznych zasad w formie elektronicznej. Dzięki nim urzędnicy, projektanci i inwestorzy mogą szybko sprawdzić, co jest możliwe w danym miejscu, co zmniejsza ryzyko błędów i nieporozumień, przyspiesza decyzje inwestycyjne i pozwala zaplanować przestrzeń w sposób przewidywalny i uporządkowany.
Zdaniem posłanki Pauliny Matysiak z podkomisji ds. infrastruktury bez ich sprawnej implementacji ryzyko zatorów planistycznych znacząco wzrasta.
–Jeżeli plany ogólne zostaną uchwalone sprawnie i w sposób spójny z polityką infrastrukturalną państwa, mogą znacząco uporządkować proces lokalizacji inwestycji. Jeśli wdrażanie będzie opóźnione lub nieskoordynowane, część projektów utknie na etapie planistycznym. Reforma planowania przestrzennego wpływa na inwestycje publiczne i prywatne: od kolei, przez drogi, po infrastrukturę miejską – podkreśla Matysiak.
W przypadku inwestycji kolejowych realizowanych w trybie specustawy wpływ nowych regulacji planistycznych będzie ograniczony, ponieważ lokalizacja odbywa się w odrębnej procedurze.
–Reforma planowania przestrzennego jest bardzo ważna dla otoczenia tych inwestycji – zagospodarowania terenów wokół stacji czy rozwoju miast wzdłuż linii kolejowych. Kluczowa będzie współpraca państwa z samorządami. Bez dobrej koordynacji łatwo o konflikty przestrzenne i społeczne – dodaje posłanka Matysiak.
Zdaniem członkini podkomisji ds. infrastruktury ostatnie zmiany w prawie faktycznie nieco ułatwiły inwestycje, głównie dzięki specjalnym przepisom stosowanym przy budowie kolei. Jednak największe opóźnienia wciąż wynikają z długiego czasu załatwiania formalności w urzędach i przy decyzjach środowiskowych, a także z odwołań. Raporty NIK pokazują, że problemy nie wynikają tylko z przepisów – sprawy często się opóźniają, ponieważ różne urzędy niedostatecznie dobrze ze sobą współpracują albo planują harmonogramy zbyt optymistycznie.
Prawo budowlane
Kolejny akt prawny, o który potykają się nawet doświadczeni gracze, to Prawo budowlane. Z nowości kluczowa jest nowelizacja z 7 stycznia 2026 r., która ma na celu dalsze uproszczenie procesu inwestycyjnego. Najważniejszą zmianą jest rozszerzenie katalogu obiektów budowanych bez żadnych formalności (nawet bez zgłoszenia), obejmujące m.in. przydomowe baseny do 50 mkw., tarasy naziemne oraz schrony i ukrycia doraźne do 35 mkw. Podobne uproszczenia objęły także instalację magazynów energii – najmniejsze instalacje, do 30 kWh, można montować bez zgłoszenia i pozwolenia na budowę.
Nowelizacja stawia także na pełną cyfryzację procesu poprzez system e-Budownictwo, co realnie skraca czas obiegu dokumentów. Dla wykonawców istotne jest doprecyzowanie definicji i procedur, ogranicza to bowiem uznaniowość urzędników, pozwala na szybsze przygotowanie ofert oraz sprawniejsze planowanie harmonogramów dzięki wyeliminowaniu przewlekłości administracyjnej przy mniejszych inwestycjach.
MRiT podkreśla, że zmiany te mają skrócić czas realizacji inwestycji, choć nie eliminują wszystkich barier proceduralnych. Przedstawiciele branży do tych zmian podchodzą na razie ostrożnie. Jak podkreślają, efekt reformy zależy nie tylko od samych zmian w prawie, lecz także od tego, jak sprawnie i jednolicie zostaną wprowadzone w życie.
–Rentowności w budownictwie niepoprawia sam fakt nowelizacji ustaw, tylko przewidywalność procesu inwestycyjnego, czyli znane z góry i niezmienialne radykalnie zasady gry już w jej trakcie. Jeżeli nowe przepisy rzeczywiście skrócą okres między decyzją inwestora a wejściem na budowę, poprawią jakość danych wejściowych i ograniczą liczbę zatorów proceduralnych, marże powinny na tym pośrednio zyskać. Jeżeli jednak reforma będzie wdrażana nierówno, a samorządy i operatorzy nie zdążą operacyjnie dostosować się do nowych wymogów, efekt może być odwrotny: więcej aneksów, więcej roszczeń, większe koszty przygotowania ofert i większa ostrożność cenowa wykonawców – zauważa w rozmowie z „Builderem” Agnieszka Głowacka, Wiceprezeska Erbudu.
Ważną częścią nowelizacji ustawy Prawo budowlane jest również część ocyfryzacji. Wprowadzono w niej narzędzia cyfrowe, w tym system e-Budownictwo Głównego Urzędu NadzoruBudowlanego, które mają uporządkować obieg dokumentów i umożliwiaćśledzenie statusów spraw. Zmiana tajest uznawana przez branżę za potrzebną i długofalowo korzystną, choćjej wpływ operacyjny oceniany jest raczej jako ewolucyjny niż przełomowy.
–W praktyce oznacza to mniej błędów formalnych, lepszą audytowalność procesu i łatwiejsze zarządzanie dokumentacją rozproszonych projektów. To poprawia organizację, ale samo w sobie nie usuwa kluczowych barier inwestycyjnych, jeśli problem leży w planistyce, uzgodnieniach lub dostępności mocy przyłączeniowych – wskazuje Agnieszka Głowacka, Wiceprezeska Erbudu.
MRiT wraz z GUNB prowadzą działania mające przygotować administrację do pełnej cyfryzacji procesu budowlanego. Planowana jest również ewaluacja funkcjonowania nowych rozwiązań po pierwszym roku obowiązywania.
Ustawa przyłączeniowa i sektor energetyczny
Zmiany wprowadzane są również w ustawie przyłączeniowej, która jest kluczowa dla inwestorów i wykonawców, określa bowiem procedury i terminy podłączania nowych obiektów do sieci. Dnia 4 marca 2026 r. Senat wprowadził kluczowe poprawki do ustawy, którymi ponownie zajmie się teraz Sejm.
Senatorzy wzięli m.in. na celownik tzw. projekty zombie – inwestycje, które blokują moc przyłączeniową w sieciach energetycznych, mimo że nigdy nie powstaną. Nowe prawo wprowadza bezzwrotne opłaty za rozpatrzenie wniosku, a także mechanizm wydłużania ważności warunków przyłączenia – przedsiębiorstwo energetyczne może przedłużyć termin o maksymalnie 24 miesiące, po złożeniu kompletnego wniosku. Wniosek musi zawierać określenie okresu wydłużenia oraz potwierdzenie złożenia dodatkowego zabezpieczenia w wysokości 60 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej, nie więcej niż 12 mln zł.
Praktycznym celem ustawy jest także „odmrożenie” sieci dla realnych ninwestorów (głównie z sektora OZE) poprzez skrócenie terminów wydawania warunków przyłączenia i wprowadzenie mechanizmu wygaszania starych, nieaktywnych rezerwacji.
–Dzisiaj proces przyłączeniowypotrafi trwać kilka lat, a nowe przepisy powinny wprowadzać pełną transparentność i ograniczać blokowanie mocy przez projekty niezrealizowane. Senat zajmował się ustawą w pierwszych dniach marca 2026 r., więc mówimy o zmianie realnie na stole, choć trzeba obserwować wdrożenie w praktyce – komentuje Agnieszka Głowacka z Erbudu.
Eksperci zwracają jednocześnie uwagę, że problemy w realizacji inwestycji nie ograniczają się jedynie do procedur administracyjnych czy dostępności przyłączy energetycznych.
–Polski rynek budowlany jestbardzo zróżnicowany. W sektorze energetycznym zamawiający odpowiedzialni za transformację energetyczną państwa nie są w stanie znaleźć wystarczającej liczby wykonawców gotowych pracować na niekorzystnych zasadach. Efekt jest taki, że firmy świadomie omijają segmenty wysokiego ryzyka, koncentrując się na bardziej przewidywalnych projektach. Bez zmiany w rozkładzie ryzyk między inwestorami a wykonawcami problem nie zniknie – ocenia dr Damian Kaźmierczak, Wiceprezes PZPB.
Specustawy lekiem na wąskie gardła?
Eksperci branżowi wskazują na jeszcze jedno rozwiązanie, czyli na specustawy, które mogą być bardziej skutecznym rozwiązaniem niż łatanie dziur w już obowiązujących ustawach. Prawo specjalne w przeszłości przyspieszało realizację projektów strategicznych, takich jak Euro 2012 czy inwestycje gazowe. Specustawy skracały procedury administracyjne, ułatwiając wywłaszczenia i nadając takie tempo realizacji inwestycji, którego normalne przepisy nie mogły zapewnić.
–Wszelkiego rodzaju specustawy są dobrodziejstwem. Moim zdaniem to, co do tej pory osiągnęliśmy w Polsce w rozwoju infrastruktury w porównaniu z krajami sąsiednimi, zawdzięczamy właśnie wcześniejszym specustawom. Gdyby można było do nich wrócić, byłoby to bardzo korzystne – zauważa Dariusz Blocher.
Były Prezes Budimexu podkreśla, że w sytuacjach wymagających szybkiej realizacji strategicznych inwestycji państwowych specustawy mogą okazać się najbardziej efektywnym narzędziem przyspieszającym procedury administracyjne.
–Jeśli mamy coś robić szybko – infrastrukturę dla wojska, drogi czy koleje związane z obronnością – szybciej będzie zrobić specustawę, która przyspieszy proces uzyskiwania pozwoleń. Czasami uprości procedury, czasami z czegoś zrezygnuje. Wydaje mi się, że Litwa wprowadziła takie regulacje – w niektórych przetargach związanych z obronnością albo z infrastrukturą wojskową można budować na zgłoszenie, bez pozwolenia na budowę – dodaje Blocher.
Choć specustawy mogą być skutecznym narzędziem, historia pokazuje, że trzeba je wprowadzać z głową. Przykład Euro 2012 jest tu wymowny: szybkie procesy i wywłaszczenia przy specustawach drogowych skróciły biurokrację. Równocześnie sztywne kontrakty ryczałtowe, kryterium najniższej ceny i presja terminów doprowadziły do upadku setek firm – w samym 2012 r. blisko 300 przedsiębiorstw ogłosiło bankructwo, a branża straciła nawet 150 tys. miejsc pracy.
Wniosek jest prosty: przyspieszenie inwestycji jest pożądane, ale bez rozsądnego modelu finansowego i elastycznych kontraktów nawet najsprytniejsza specustawa może zmienić się w krach w budowlance.
Mniej znaczy lepiej
Mimo licznych nowelizacji i zapowiedzi uproszczenia prawa wciąż istnieje ryzyko, że historyczna fala inwestycji infrastrukturalnych nie zostanie w pełni wykorzystana. Kolejne zmiany przepisów często idą w dobrym kierunku, ale nie rozwiązują najważniejszego problemu sektora – przewlekłej biurokracji i wąskich gardeł w administracji.
Dla inwestorów i wykonawców oznacza to także konieczność ciągłego dostosowywania się do nowych regulacji zamiast skupienia się na samej realizacji projektów. Być może obok kolejnych nowelizacji potrzebne są prostsze rozwiązania systemowe – wzmocnienie kadr urzędów (choćby przez podwyżki wynagrodzeń) czy bardziej przejrzyste, krótsze ustawy. Historia pokazuje, że czasem właśnie prostota prawa, jak w przypadku liczącej zaledwie kilka stron ustawy Wilczka, potrafi najmocniej pobudzić rozwój gospodarki



