Home Aktualności Jak odporna jest branża?
Jak odporna jest branża?
0

Jak odporna jest branża?

0
0

Kluczowym momentem dla branży było uniknięcie administracyjnej decyzji o wstrzymaniu robót budowlanych. Duże przedsiębiorstwa szacują, że ich wydajność obniżyła się o 10-20 proc. w porównaniu do sytuacji sprzed epidemii, ale kontynuują wszystkie prace. Komentuje dr Damian Kaźmierczak, Główny Ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Lata 2017-2019 minęły krajowemu sektorowi budownictwa pod znakiem rekordowej skali inwestycji we wszystkich segmentach rynku budowlanego. Kumulacja prac i kurczące się zasoby kadrowe doprowadziły do silnego przyspieszenia dynamiki wynagrodzeń oraz gwałtownego wzrostu cen materiałów i surowców. Takie okoliczności przyczyniły się do pogorszenia kondycji finansowej firm budowlanych, przede wszystkim dużych spółek wykonawczych, które odnotowały drastyczny spadek zysków przy znaczącym wzroście przychodów. W połowie 2019 roku sytuacja na rynku zaczęła się stabilizować i wydawało się, że przedsiębiorstwa powracają na ścieżkę wzrostu. Niestety, poważne ograniczenia w funkcjonowaniu gospodarki z powodu epidemii COVID-10 brutalnie zrewidowały plany firm budowlanych i zmusiły ich do rewizji dotychczasowych strategii biznesowych.

Kluczowa kontynuacja robót

Budownictwo jest jedną z niewielu branż, które jak dotąd wykazują dużą odporność na szybko pogarszającą się sytuację gospodarczą. Nie oznacza to jednak, że stan ten utrzyma się w kolejnych miesiącach, a cały sektor wyjdzie z kryzysu zupełnie bez szwanku. W mojej ocenie epidemia koronawirusa może mieć na branżę budowlaną wpływ umiarkowanie negatywny. Przypuszczam też, że skutki złej koniunktury gospodarczej nie będą rozkładały się na cały rynek budowlany równomiernie, a wyniki finansowe poszczególnych spółek będą uzależnione od ich wielkości, rodzaju prowadzonej działalności i struktury portfela zleceń. Zdaję sobie sprawę, że z uwagi na katastrofalną sytuację innych sektorów gospodarki, moje przywidywania dotyczące branży budowlanej mogą być odebrane jako nadmiernie optymistyczne, ale postaram się podać argumenty, które – w moim przekonaniu – będą uzasadniały moją tezę.

Moim zdaniem kluczowym momentem dla branży było uniknięcie administracyjnej decyzji o wstrzymaniu robót budowlanych. Dłuższe zawieszenie prac wiązałoby się z ogromnymi kosztami dla generalnych wykonawców i firm podwykonawczych, a zaburzenia w procesach inwestycyjnych mogłyby zakończyć się załamaniem krajowego rynku budowlanego z poważnymi konsekwencjami dla całej gospodarki. Duże przedsiębiorstwa szacują, że ich wydajność obniżyła się o 10-20 proc. w porównaniu do sytuacji sprzed epidemii, ale kontynuują wszystkie prace w warunkach zaostrzonego reżimu sanitarnego, ograniczonych zasobów kadrowych, umiarkowanych zakłóceń w łańcuchach dostaw i niepokojącego zastoju w działaniach organów administracji publicznej. Zdecydowanie kontrastuje to z 50–70-procentowym spadkiem aktywności budowlanej w krajach Zachodniej Europy najbardziej dotkniętych epidemią koronawirusa. W zdecydowanie gorszej sytuacji znalazły się małe i średnie przedsiębiorstwa, które mierzą się z masowym odpływem pracowników zza wschodniej granicy i znacznym spadkiem potencjału do wykonywania zakontraktowanych zadań.

Sytuacja finansowa

Pomimo wielu trudności natury operacyjnej, bieżącą kondycję finansową sektora budownictwa można ocenić jako względnie stabilną. Na rynku zaobserwowano jednak pogorszenie warunków kredytu kupieckiego i coraz częstsze zjawisko opóźniania płatności wobec kontrahentów, które w dalszej perspektywie może uderzyć w podmioty małe i średnie. Wielu dużym firmom udało się bowiem zgromadzić wystarczające rezerwy gotówkowe, które umożliwiają prowadzenie działalności w specyficznych warunkach epidemicznych bez większych zakłóceń. Sytuacja płynnościowa wydaje się zdecydowanie lepsza w segmencie infrastruktury transportowej, w którym funkcjonują zaliczki na poczet wykonania zamówienia, a kluczowy zamawiający z obszaru drogownictwa nieoczekiwanie wprowadził szereg rozwiązań poprawiających płynność wykonawców na kontraktach. Na tym tle zdecydowanie gorzej prezentują się przedsiębiorstwa z sektora elektroenergetycznego, w którym obowiązują wyjątkowo niekorzystne schematy rozliczania umów. W dłuższym okresie na ewentualne problemy płynnościowe będą narażone spółki wykonujące projekty na zlecenie prywatnych inwestorów i samorządów z powodu przewidywanego spadku inwestycji w tych segmentach rynku.

Branża budowlana wyraża coraz większe obawy przed zaostrzeniem polityki kredytowej i gwarancyjnej ze strony instytucji finansowych, która mogłaby zakończyć się poważnymi perturbacjami dla sektora budownictwa tak wrażliwego na wszelkie wahania koniunktury, ale wciąż opierającego się epidemii koronawirusa. Wprawdzie nie dostrzegam zmiany dotychczasowego podejścia towarzystw ubezpieczeniowych w stosunku do firm budowlanych, które nadal można określić mianem bardzo ostrożnego, ale wiele przedsiębiorstw zaczyna informować nas o poważnych trudnościach w dostępie do instrumentów kredytowych oferowanych przez banki. Pewnym wyjściem z tej sytuacji może okazać się system poręczeń i gwarancji BGK w ramach tarczy antykryzysowej. Jednocześnie część przedsiębiorstw ma ograniczony dostęp do instrumentów tarczy finansowej PFR, ponieważ nie doświadczyły jeszcze spadku przychodów koniecznego do spełnienia kryterium przyznawania pomocy.

Nie powinno zabraknąć projektów

 Jako PZPB mocno angażujemy się w opracowywanie systemu regwarancji BGK, który znacznie ułatwiłby firmom działającym w segmencie publicznym dostęp do gwarancji bankowych. Jestem przekonany, że całym programem należałoby objąć także sektor ubezpieczeń, w którym główną rolę miałoby do odegrania KUKE. Koncept programu regwarancji pod auspicjami BGK i KUKE nabiera szczególnego znaczenia w kontekście deklaracji rządu, który, podobnie jak inne kraje, zamierza zwiększać udział inwestycji publicznych, aby wypełnić lukę po ewentualnym spadku inwestycji w segmencie prywatnym w wyniku kryzysu gospodarczego. Do rozstrzygnięcia pozostało jeszcze wiele przetargów w ramach realizowanych programów rozbudowy i modernizacji krajowej sieci drogowej i kolejowej. Dostrzegam również niesłabnącą wolę kontynuowania projektu CPK. Wzmocnione mają zostać też inwestycje w infrastrukturę o charakterze lokalnym, czyli drogi gminne i powiatowe, obwodnice i mosty. Spodziewam się również wielu nowych projektów w obszarze fotowoltaiki, morskich i lądowych farm wiatrowych oraz bloków gazowych, które będą transformowały nasz kraj w kierunku gospodarki niskoemisyjnej, najprawdopodobniej przy wsparciu funduszy z nowego budżetu UE na lata 2021-2027, w którym zielone projekty energetyczne mają być priorytetem. Oczekuję również nowych inwestycji PSE, Gaz-Systemu i PERN w krajową sieć elektroenergetyczną oraz system przesyłu, dystrybucji i magazynowania gazu ziemnego i ropy naftowej, ale uważam, że powodzenie tych projektów będzie uzależnione od zmiany podejścia tych instytucji w stosunku do generalnych wykonawców na bardziej rynkowe. Nie powinno również zabraknąć dużych projektów hydrotechnicznych, które będą koncentrowały się wokół rozbudowy portów, poprawy użeglownienia Wisły i Odry oraz nadrabianiu wieloletnich zaniedbań w obszarze retencji wodnej. Zupełnie inaczej kształtują się perspektywy dla inwestycji samorządowych, które z uwagi na lawinowo spadające dochody jednostek samorządu terytorialnego będą mocno ograniczane.

Inwestycje prywatne

W moim przekonaniu firmy budowlane najprawdopodobniej będą musiały mierzyć się ze spadkiem inwestycji w sektorze prywatnym, przede wszystkim w segmencie mieszkaniowym, biurowym, hotelowym i powierzchni handlowych, ale w tej kwestii nadal nie można pokusić się o jednoznaczne prognozy. Negatywnego wpływu na przychody przedsiębiorstw powinniśmy jednak spodziewać się dopiero w 2021 roku, ponieważ w najbliższych miesiącach firmy mają zapełnione portfele zleceń i nic nie wskazuje na zatrzymanie trwających inwestycji. Nie mam wątpliwości, że trudna sytuacja zawodowa połączona z zaostrzaniem polityki kredytowej przez banki przełoży się na mniejsze zainteresowanie kupnem nowych mieszkań. Nie wierzę, że wciąż relatywnie niewielka grupa nabywców poszukujących nieruchomości o charakterze inwestycyjnym będzie w stanie zrekompensować deweloperom spadek popytu na rynku mieszkaniowym i skłonić ich do utrzymania dotychczasowego poziomu podaży nowych lokali. Być może jest to odpowiedni moment na zwiększenie obecności państwa w obszarze budownictwa społecznego i komunalnego oraz na powrót do prac nad ustawą o polskiej wersji REIT-ów, które mogłyby pobudzić rynek najmu instytucjonalnego. Utrzymanie trendu pracy zdalnej i ogólnoświatowa recesja może także przełożyć się na mniejsze zapotrzebowanie na nowe powierzchnie biurowe. Jest również wysoce prawdopodobne, że spadek siły nabywczej społeczeństwa i zmiana naszych trendów zakupowych zahamuje na jakiś czas podaż nowych powierzchni komercyjnych, a obawa przed podróżowaniem i ograniczenie wyjazdów służbowych w efekcie wzrostu popularności narzędzi do komunikacji zdalnej doprowadzi do wstrzymania wielu inwestycji hotelowych. Jedynego pozytywnego sygnału w segmencie prywatnym upatrywałbym na rynku magazynowym napędzanym przez branżę e-commerce, ale jednocześnie przewiduję spadek inwestycji o charakterze spekulacyjnym, których w ostatnim czasie nie brakowało.

Podsumowując, uważam, że sektor budownictwa może być tą częścią gospodarki, która straci na kryzysie wywołanym epidemią koronawirusa relatywnie najmniej. Moim zdaniem, firmy zaangażowane w realizację inwestycji w segmencie publicznym nadal będą w stanie osiągać zyski. Zdecydowanie gorsze perspektywy rysują się przed inwestycjami prywatnymi i samorządowymi. Nie ulega wątpliwości, że przewidywany spadek nowych projektów budowlanych w tych obszarach rynku przyczyni się do zaostrzenia konkurencji między firmami i obniżki cen usług budowlanych. Prawdopodobnym efektem tych zmian będzie pogorszenie rentowności małych i średnich przedsiębiorstw, które w ostatnich latach odnotowywały nieporównywalnie lepsze wyniki od dużych firm. Wcale nie muszą jednak ucierpieć na tym marże dużych wykonawców ze względu na ustabilizowanie się cen materiałów, surowców i dynamiki wynagrodzeń. Nie można też wykluczyć ruchu cen w odwrotnym niż dotychczas kierunku.

open