Home Architecture Design Przekroczyć ramy designu
Przekroczyć ramy designu
0

Przekroczyć ramy designu

0
0

Anna Goleniewicz: Pamiętasz cele, jakie stawiałeś sobie, zakładając firmę 25 lat temu? Udało się je osiągnąć?

Robert Majkut: To był 1996 rok, pełny rozkwit wszystkiego, a zwłaszcza ludzkiej przedsiębiorczości. By zrozumieć teraz realia tamtego czasu, pojąć, jak myśleliśmy o tym, co jest właściwe, co jest ładne, co jest potrzebne, musimy uświadomić sobie, że wtedy prawie nic nie było. Wrócić do tej mentalności jest niezwykle trudno. Znacznie łatwiej poprowadzić mi tę refleksję w oparciu o projekty i analizę tego, jak one ewoluowały.

A.G.: Jak projektowano wnętrza komercyjne w połowie lat 90.?

R.M: Nikt nawet nie definiował tego w sposób precyzyjny. Większość realizacji z zagranicznym kapitałem była odtwórcza i przenoszona z tamtych realiów. Rynek bardzo powoli dojrzewał do polskich projektów. Budowaliśmy wzajemne zaufanie – zarówno projektanci, jak i przedsiębiorcy nabierali doświadczenia, a z czasem rozmachu. Byliśmy jedną z pierwszych firm projektowych, które od początku koncentrowały się na realizacjach komercyjnych, ale moje korzenie osadzone były w branży reklamowej i graficznej. To wielowątkowa historia, bo wcześniej bardzo długo zajmowałem się sztuką, malarstwem czy instalacjami. To były czysto ideowe, konceptualne prace, które spełniały mnie artystycznie. Pracowałem w agencji reklamowej, gdzie zajmowałem się grafiką, ale czułem, że to nie jest wystarczające, ciągle poszukiwałem możliwości pracowania w trójwymiarze. Wtedy bardzo pomógł mi pierwszy klient – Grażyna Kulczyk i sklep rowerowy razem z salonem samochodowym – z ogromnym sentymentem wspominam tę realizację.

Pierwsze prace studia to były stosunkowo niewielkie zlecenia, ale mieliśmy szczęście do projektów, które ewoluowały z dobrze przygotowanego brandingu na rozwinięcie ich w architekturę. Z czasem zaczęliśmy przesuwać obszar naszych działań w trochę innym kierunku, bo wiedzieliśmy, że waga dobrego projektowania, to co jest przynajmniej w naszym przekonaniu rozwiązaniem bardziej długotrwałym, niesie ze sobą potencjał lokowania większych oczekiwań, ale też i przemycania wartości, które muszą być z założenia bardziej uwypuklone, trwalsze i wyższe. I to była nasza droga. Każdy na rynku przeszedł ją indywidualnie. Trudno było nawet wtedy powiedzieć, że zajmowaliśmy się designem – tego słowa nie używano, nie było go w słowniku pojęć opisujących projektowanie w Polsce.

Centrum Bankowości Prywatnej PKO Banku Polskiego w Warszawie – Fot. Szymon Polański

A.G.: Skąd czerpaliście wzorce, co was inspirowało?

R.M: Z pewnością ważne było to, co działo się na dojrzałych zachodnich rynkach. Ze względu na to, że zajmowaliśmy się brandingiem bardzo dużo czytaliśmy opracowania ludzi, którzy z tego obszaru byli już legendami, jak choćby Wolff Olins. Pamiętam też kiedy pierwszy raz pojechałem do Stanów, jak duże wrażenie zrobiła na mnie wizyta w ArtCenter College of Design w Pasadenie. Zobaczyłem jak funkcjonuje system projektowania, o którym wcześniej tylko czytałem w Communication Arts. Bardzo chciałem wiedzieć, jak projektuje się na świecie, nie tylko finalnie, ale i metodologicznie. W kształtowaniu mojego podejścia do projektowania zbawienne okazało się też to, czego nauczyłem się na studiach z zakresu kulturoznawstwa, ponieważ to tam wyleczyłem się z europocentryzmu, z kodów kulturowych, wszelkich uproszczeń i aksjomatów. Dobrym źródłem wiedzy była też współpraca z londyńską agencją Fitch. Pod jej skrzydłami współrealizowaliśmy pierwszy multipleks kinowy w Polsce. Wykorzystując brytyjskie standardy, adaptowaliśmy je na polski grunt w kolejnych obiektach. Na tej podstawie budowaliśmy też nowy rodzaj relacji między miejscem a konsumentem, kreowaliśmy user experience, przechodząc od odbiorcy do uczestnika. Te doświadczenia doprowadziły nas do jednej z naszych najbardziej rozpoznawalnych realizacji – Multikino Złote Tarasy.

A.G.: To był jeden z najbardziej zauważalnych projektów tamtych lat, wciąż jest aktualny?

R.M: Pozwolił nam zakwestionować standard rynkowy. Dzięki niemu zrobiliśmy kolejne projekty także do Chin, Niemiec, Rosji czy Słowenii. Usłyszano o tej realizacji i zrozumiano, że z nami można pokonać pewne granice i one się wtedy dla nas otworzyły. Minęło 10 lat od czasu, kiedy zaczynaliśmy i razem z ludźmi wokół nas zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy absolutnie równym partnerem do rozmów o tak dużych przedsięwzięciach, które zmieniają oblicze branż nawet w skali światowej. Byliśmy już mentalnie, jako kraj i jako projektanci, w zupełnie innym momencie. Nie wiem, od kiedy w RMD zaczęliśmy myśleć o projektowaniu w sposób bardziej strategiczny czy kompleksowy – chyba od zawsze. Ale od kiedy robiliśmy to w sposób uporządkowany i systemowy? Może po paru latach zaczęliśmy to układać, może w mniej skomplikowane narzędzia niż one są teraz, ale to był proces permanentnej ewolucji. My cały czas udoskonalamy swoje sposoby, chociażby do briefowania klientów, ponieważ czasy się zmieniają i nie ma w tym żadnego constans, nigdy nie będzie. Złote Tarasy były w naszej historii przykładem spektakularnej kompleksowości obejmującej architekturę, wnętrza, grafikę, multimedia, branding serwis. Może trochę wcześniej niż inni, wiedzieliśmy o tym, że projektowanie to nie jest dekorowanie przestrzeni w atrakcyjnie wyglądające formy tylko coś dużo więcej. My o tym mówiliśmy w latach 90., że naszym celem jest wykorzystywanie designu do tego, by wychodził poza swój własny pojęciowy zakres, by stał się elementem strategii działania.

Concept Store Dr Irena Eris w Warszawie – Fot. Szymon Polański

A.G.: W jakim stopniu rozwój technologii i jej dostępność, sprzyjały tym procesom?

R.M: To jest bardzo szeroki temat – od ambicji wykorzystywania technologii, poprzez jej spektakularną obecność do momentu, w którym robi się wszystko, żeby ją schować. Kiedy zaczynaliśmy działać, cywilizacyjnie byliśmy w takim miejscu, że trudno w to teraz uwierzyć, np. żeby wypłacić pieniądze z banku trzeba było iść z czekiem do okienka, albo żeby zrobić przelew wypełnić aż cztery kopie druków z pieczątką, powoli popularyzował się modemowy Internet, nie było telefonów komórkowych. Większość technologicznych innowacji, które teraz są po prostu otaczającą nas rzeczywistością, była tak dalece fascynujące, że przez te lata stanowiła samoistne zagadnienia. Dziś gra z technologią jest dużo bardziej subtelna i sensualna. Dąży się do prostoty, niewidoczności natężenia procesów i urządzeń, a przecież jesteśmy osaczeni technologią, której oddziaływanie głęboko wniknęło w nasze życie, bo wpływa na nasze wybory, manipuluje naszym zachowaniem czy uzależnienia. Mamy Internet rzeczy, zanik gotówki, smart-wszystko robiące urządzenia i szerokie, głębokie profilowanie, które steruje naszymi doznaniami, przyjemnościami, zakupami i profilem życia. Rozmawiamy z chatbotami o naszym zdrowiu i finansach, algorytmy podpowiadają nasze następne kroki i zakupy, doradzają wakacje, wybierają smak whisky i partnera na randkę. Na tym poziomie obecności technologii staje się ona tak oczywistym elementem projektowania czegokolwiek, że nie da się tego ani merytorycznie ani strategicznie ominąć.

Alior Bank – nowy format oddziału w Warszawie – Fot. Nate Cook

A.G.: Który z projektów zrealizowanych przez RMD uważasz z tej perspektywy za najbardziej przełomowy?

R.M: Szczególnie pamiętam realizację, która w okresie dynamicznego rozwoju Internetu wymagała od nas czegoś zupełnie odwrotnego. Firma świadcząca doradztwo finansowe w sieci, żeby wzbudzić zaufanie u swoich odbiorców musiała mieć placówki stacjonarne. Zdefiniowaliśmy cały proces funkcjonowania tej firmy żeby przenieść ją do offline’u oraz uwiarygodnić ją rynkowo. To było niezwykłe zadanie, pierwsza tego typu konwersja i to bardzo udana. Również pierwszy polski brandbook, wyzwanie bez precedensu. Jednak co ciekawe, niedługo potem podjęliśmy się zbliżonej realizacji, ale dla firmy konkurencyjnej budowanej jako jej kontrapunkt. I to była pierwsza sytuacja w naszej karierze,a i nie ostatnia, gdzie musieliśmy się ścigać sami ze sobą. Stworzyliśmy projekt nowej sieci o podobnym profilu, ale innych ambicjach i grupie docelowej, obejmujący kompletny branding oraz projekty wnętrz. To jest dla nas sztandarowy przykład projektu, który udowodnił, że myślimy probiznesowo. Strategicznie wykorzystaliśmy odmienny, radykalny design, żeby dotrzeć do określonej grupy. Te doświadczenia usankcjonowały naszą pozycję w branży usług finansowych i otworzyły nową perspektywę. Kiedy w Polsce powstały pierwsze placówki bankowości prywatnej, staliśmy się pierwszym wyborem klientów poszukujących projektantów o tym profilu.

Kino Mori – IMAX, Moskwa – Fot. Andriej Cordeleanu

A.G.: Jakich zmian możemy oczekiwać w retailu w najbliższym czasie?

R.M: Retail będzie się rozwijał w kierunku ekspozycji wartości marki i budowania doświadczenia w relacji z nią. Będzie się to opierało na kontakcie, na zaskoczeniu, na doświadczaniu jakości, na unikalnych, tylko personalnie możliwych do zrealizowania sytuacjach. Przede wszystkim przestaniemy myśleć o przestrzeniach komercyjnych jak o przestrzeniach handlowych, to będą obiekty doświadczalne. Przez ostatnie 10-15 lat zauważamy, że ludzie zaczęli bardziej cenić swoje osobiste doświadczenia, odchodzimy od posiadania i gromadzenia, czego jednym z najlepszych przykładów jest ekonomia współdzielenia. Chcemy doświadczać miejsc, różnych sytuacji od konsumpcji po przeżycia, spotkań z innymi ludźmi i kulturami. Uznajemy to również za bardziej postępowe i proekologiczne. Zaczęliśmy koncentrować się na swoim wewnętrznym świecie doznań i to jest ten obszar, w którym retail będzie musiał się odnaleźć.

Lobby w budynku biurowym D48 w Warszawie – Fot. Szymon Polański

A.G.: W jakim stopniu ta ewolucja w projektowaniu wnętrz komercyjnych wpłynęła na wnętrza prywatne?

R.M: Na początku naszej drogi nikt nawet nie myślał o tym, żeby w jakikolwiek sposób zatracać granicę między tymi dwoma obszarami. Co było komercyjne rządziło się swoimi regułami, a wnętrzom prywatnym dedykowano odrębne rozwiązania. Jedną z pierwszych zmian było wykorzystanie przestrzeni prywatnych jako takiego rezerwuaru, potencjału na zbudowanie zupełnie innej aury w przestrzeniach komercyjnych, np. w hotelowych lobby budowano bardziej przytulną, domową atmosferę. Zauważalne było to również w retailu, zwłaszcza w markach modowych czy w firmach technologicznych, które właśnie poprzez design zaczęły budować nową relację z klientem. Ta metoda najbardziej rozwinęła się jednak w przestrzeniach biurowych, gdy zbadano, że optymalne warunki wzmacniające kom fort psychiczny poprzez sprzyjającą przestrzeń budowaną na mapach aktywności, znacząco wpływają na wydajność pracy. I my mamy w swoim doświadczeniu projekty z przestrzeniami publicznymi, biurowymi, np. hole w biurowcach czy przestrzeń do coworkingu, gdzie przenieśliśmy tę aurę w niektórych fragmentach i to się bardzo dobrze sprawdziło.

RBL_start w Warszawie – Fot. Nate Cook

W odwrotnym kierunku to jest zdecydowanie bardziej ukryte, bo przestrzenie prywatne po zachłyśnięciu się technologicznością dążą do powrotu do tego, czym dom tak naprawdę jest, szczególnie po pandemii. Do wnętrz prywatnych z rynku komercyjnego pozyskaliśmy to, co użyteczne, np. rozwiązania do smart house, ale również technologie komercyjne, które okazały się przydatne, a zastosowane w mikroskali względem swojego pierwotnego przeznaczenia, jak np. fotowoltaika. Zauważalne są też zapożyczenia estetyczne, które poprzez ekspozycję we wnętrzach komercyjnych stały się akceptowalne i pożądane, np. betonowe wykończenia, widoczne instalacje, materiały jak stal czy tworzywa sztuczne. Szukamy w tej najbliższej przyszłości nowego minimalizmu, np. jednostrukturalnych rozwiązań budowlanych, tanich do wykonania i myślę, że będziemy szli w tę stronę.

A.G.: Jakich zmian potrzebują wnętrza komercyjne i jak to wpłynie na ich projektowanie?

R.M: Ostatnio sporo podróżowałem pomimo różnych przeszkód z tym związanych i jestem absolutnie przekonany, że nowym wyróżnikiem jakości czegokolwiek jest i będzie service design. Nasz próg oczekiwań przesunął się w tej kwestii bardziej na doświadczenie międzyludzkich interakcji, które opierają się na wysokim poziomie profesjonalizmu i jakości, a wszystko to, co jest dookoła, będzie wspomagającym to narzędziem lub dopełnieniem. Elementem strategicznego projektowania przestrzeni w sposób nierozerwalny stanie się projektowanie zachowań ludzi, którzy będą w niej obecni. My, jako designerzy nie będziemy już projektowali sklepu tylko user experience, skupiając się na tym żeby to doświadczenie było pozytywne, bo głównie to będzie miernikiem relacji z marką. Póki co, service design i retail to dopiero synchroniczne dyscypliny, nie połączone tak silnie jak by należało. Dojdzie do takiego momentu, że nie da się projektować jednego bez drugiego. I to jest przyszłość.

Fot. Bartosz Jarosz
open