COSTA PROJECT

Fundamentem inwestycji są ludzie

Jak przeprowadzić inwestora przez skomplikowany proces budowlany tak, by na końcu nie tylko osiągnął cel, ale też szczerze cieszył się z efektów? Mówią o tym twórcy firmy Costa Project: PIOTR CZECH i MACIEJ GWÓŹDŹ. Z okazji 10-lecia spółki wspominają drogę od pierwszego telefonu w sprawie dużego projektu dla niewielkiego miasta po wielomilionowe inwestycje dla międzynarodowych firm. Nie mają wątpliwości – klucz do sukcesu to relacje.

PIOTR CZECH
Prezes zarządu Costa Project

MACIEJ GWÓŹDŹ
Członek zarządu Costa Project

Paweł Kaliński: Jak w kilku zdaniach opisaliby Panowie swoją spółkę osobie, która spotyka się z nią po raz pierwszy?
Piotr Czech:
Costa Project to firma inżynieryjno-konsultingowa, która zajmuje się zarządzaniem projektami budowlanymi. Nasz zespół tworzą architekci i inżynierowie z branży budowlanej, czyli osoby, które mają doświadczenie zarówno projektowe, jak i wykonawcze. Prowadzimy klienta przez cały proces inwestycyjny. Od chwili, w której pojawia się pomysł, że chce coś zbudować, aż do momentu, gdy otrzymuje od nas klucze do gotowego obiektu: fabryki, terminala, kompleksu logistycznego czy farmy wiatrowej. Spektrum jest naprawdę szerokie.
Maciej Gwóźdź: Pochodzimy z Trójmiasta, tutaj żyjemy i pracujemy, ale stosujemy międzynarodowe standardy zarządzania organizacją oraz projektami. Łączymy lokalność z doświadczeniem zdobytym przy dużych, często międzynarodowych inwestycjach. Zgodnie z naszym hasłem Enjoy your projects zależy nam na tym, żeby inwestor w trakcie całego procesu materializowania jego zamysłów nie osiwiał i by na końcu był naprawdę zadowolony z rezultatu. Staramy się tak prowadzić projekt, żeby – mimo całej złożoności, wyzwań, nieuniknionych problemów – klient finalnie dostał to, czego oczekiwał, albo nawet więcej.

P.K.: Jaki jest zakres usług firmy Costa Project?
P.C.:
Możemy śmiało powiedzieć, że zajmujemy się całym procesem inwestycyjnym – wszystkimi jego etapami i elementami. Jeśli jest taka potrzeba, zaczynamy od analizy lokalizacji, badania chłonności działki, sprawdzania możliwości zabudowy. Następnie przechodzimy przez etap projektowy, uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych, organizację przetargów, wybór wykonawców. Później zarządzamy budową i prowadzimy nadzory inwestorskie. Sprawy doprowadzamy do finału w postaci uzyskania pozwolenia na użytkowanie. Po zakończeniu budowy zajmujemy się również przeglądami gwarancyjnymi, w zależności od specyfiki danej realizacji wykonujemy też bardziej zaawansowane badania techniczne budynków. Jest to autentycznie kompleksowy zakres usług.
M.G.: Jednak trzeba podkreślić, że nie zawsze działamy w pełnym zakresie – często dopasowujemy się do potrzeb klienta i realizujemy tylko wybrany przez niego fragment procesu, np. przygotowujemy samą koncepcję, będącą punktem wyjścia do dalszych działań, albo prowadzimy wyłącznie nadzór inwestorski.

P.K.: Co jest największą wartością takiego podejścia z perspektywy klienta?
M.G.
: Klient może bez zakłóceń prowadzić swój biznes w dotychczasowej formule, a w tym czasie my prowadzimy dla niego cały proces inwestycyjny. Innymi słowy, wyręczamy inwestora od momentu, w którym pojawi się pomysł, np. dotyczący rozszerzenia skali produkcji, aż do chwili, kiedy przekazujemy mu gotowy obiekt. I co niezwykle ważne – w czasie trwania całego procesu inwestor ma jednego partnera. Nie musi się rozdrabniać, nie musi pilnować wszystkiego sam, nie musi łączyć niezliczonych wątków ani podejmować wszystkich decyzji samodzielnie. My pomagamy mu w dokonywaniu wyborów, rekomendujemy rozwiązania i staramy się, żeby były one optymalne z punktu widzenia bezpieczeństwa procesu, kosztów oraz czasu realizacji.
P.C.: Bezpieczeństwo jest tutaj kluczowe. Klient musi mieć i ma poczucie, że jest otoczony przez nas opieką w trakcie całego procesu inwestycyjnego, że nad wszystkim czuwamy. Może liczyć na naszą dostępność, nasze doświadczenie, znajomość rynku i branży. To jest dla niego duża wartość, szczególnie jeśli nie zajmuje się na co dzień inwestycjami budowlanymi.
M.G.: Nauczyliśmy się tego podejścia przy dużych projektach w międzynarodowych korporacjach. Tam bardzo duży nacisk kładzie się na bezpieczeństwo rozumiane jako transparentność. Chodzi o regularne raportowanie, przygotowywanie matryc ryzyk, raportowanie tych ryzyk, informowanie na bieżąco o tym, co dzieje się w projekcie. Nie zamiatamy problemów pod dywan – jeżeli pojawia się problem, komunikujemy go jak najszybciej i jednocześnie proponujemy rozwiązanie. To jest standard, który przenieśliśmy do naszej codziennej pracy.

P.K.: Czy klienci częściej korzystają z pełnej obsługi, czy z wybranych usług?
M.G.:
Zdecydowanie częściej z wybranych usług, gdyż mają różne potrzeby i różne poziomy zaangażowania.
P.C.: Naszą przewagą konkurencyjną jest to, że potrafimy daną usługę dopasować do konkretnego klienta. Można powiedzieć, że szyjemy ją na miarę. Klient prywatny nie potrzebuje rozbudowanych raportów – wystarczy mu bezpośredni kontakt, telefon, bieżąca informacja. Z kolei duże korporacje wymagają bardzo formalnych procesów, raportów tygodniowych i miesięcznych, zachowania standardów międzynarodowych – i wtedy właśnie takie podejście stosujemy. Tak elastyczne dopasowanie jest naszym niewątpliwym atutem.

P.K.: A jak potrzeby klientów zmieniły się w ostatnich latach?
M.G.:
Z jednej strony na potrzeby te wpływają przepisy prawa oraz konieczność zapewnienia bezpieczeństwa formalnoprawnego – i to się zasadniczo nie zmieniło. Oczywiście prawo budowlane na przestrzeni lat ulegało nowelizacjom, a sam projekt budowlany jest dziś mniej obszerny, prostszy niż wcześniej, ale sama sekwencja zdarzeń pozostała taka jak wcześniej. Z drugiej strony natomiast zmieniają się sami klienci, a na ich potrzeby wpływa także dynamiczna sytuacja na rynku. Inwestorzy potrzebują dziś wszystkiego szybciej i oczekują większej ilości informacji niż choćby 10 lat temu. Myślę, że częściowo jest to związane z rozwojem technologii, w tym sztucznej inteligencji, która przyspieszyła bardzo wiele procesów, ale też ze wzrostem wynagrodzeń, który ma bezpośredni wpływ na koszty budowy. Mam wrażenie, że jeszcze nie tak dawno pracowało się i budowało wolniej.
P.C.: Rzeczywiście buduje się coraz szybciej. Procesy administracyjne trwają mniej więcej tyle samo co kiedyś, tutaj niewiele się zmieniło, natomiast sam proces budowlany zdecydowanie przyspieszył. Odpowiada za to m.in. popularyzacja technologii prefabrykowanej. A każdy zleceniodawca chce oczywiście jak najszybciej zobaczyć efekty swojej inwestycji. Wiele – tak samo jak w odniesieniu do potrzeb klientów – zależy tu od rynku. Dla przykładu szczególnie mocny nacisk na tempo realizacji kładzie się w logistyce. Tam niezwykle ważne jest, by magazyny jak najszybciej zaczęły funkcjonować i zarabiać.

P.K.: Który z obszarów działalności jest najważniejszy dla rozwoju firmy?
M.G.:
Od początku zastanawialiśmy się, co ma dla nas największe znaczenie – zarówno jeśli chodzi o pomysł na biznes, jak i miejsce, w którym działamy. Doszliśmy do wniosku, że główną rolę odgrywa tu lokalizacja. Skoro jesteśmy nad morzem – co zresztą znajduje odzwierciedlenie w nazwie Costa Project – chcemy wykorzystywać potencjał tego miejsca. Dlatego uważam, że nasze funkcjonowanie w Trójmieście, na styku morza i lądu, ma duże znaczenie dla firmy. Tędy przebiegają szlaki handlowe, tu obserwujemy niezliczone inicjatywy gospodarcze oraz przepływy finansowe – i my staramy się to rozumieć oraz wykorzystywać w naszej działalności.
P.C.: Tak, lokalizacja blisko portów jest dla nas bardzo ważna. Koncentrujemy się na inwestycjach przemysłowych i logistycznych – to jest coś, co lubimy robić i w czym dysponujemy największymi kompetencjami.
M.G.: Do tego dochodzi rozwój infrastruktury energetycznej – morska energetyka wiatrowa czy elektrownia jądrowa, która powstaje niedaleko. To w pewnym sensie zmienia kierunek przepływu kapitału. Można powiedzieć półżartem, że byliśmy na końcu kabla, a teraz jesteśmy na jego początku. Biegun się zmienił – z ujemnego na dodatni.

P.K.: Skoro tak, czy realizacje Costa Project ogniskują się na Pomorzu?
P.C.
: Rzeczywiście koncentrujemy się na Polsce północnej, to tutaj czujemy się najmocniej. Najwięcej inwestycji realizujemy w województwach pomorskim, zachodniopomorskim i warmińsko-mazurskim.
M.G.: Działamy również w innych częściach Polski – w Warszawie, Krakowie czy Kaliszu – ale można powiedzieć, że około 80 proc. klientów znajduje się w promieniu 100 km od Trójmiasta.
P.C.: Ale mamy też projekty zagraniczne – pracowaliśmy w Rumunii, a obecnie przygotowujemy się do realizacji projektu we Włoszech.
M.G.: Mamy też wielu klientów międzynarodowych: z Niemiec, Kataru, Holandii, Hiszpanii czy Szwajcarii. To daje nam dużą satysfakcję i wprowadza ciekawy międzynarodowy kontekst do naszej pracy. Zawsze mówimy, że praca w Costa Project to przygoda i powinna dawać radość oraz satysfakcję.

P.K.: Firma istnieje od 10 lat. Jaka droga wiodła Panów do założenia spółki?
P.C.
: Wcześniej byłem zatrudniony w spółkach miejskich w Gdańsku. Miałem okazję pracować przy projekcie stadionu na Euro 2012 w spółce BIEG – Biuro Inwestycji Euro Gdańsk. Później przeszedłem do Gdańskich Inwestycji Komunalnych, gdzie byłem inżynierem kontraktu przy budowie tunelu pod Martwą Wisłą. Kiedy w 2016 r. budowa zakończyła się, spółkę rozwiązano. Właśnie wtedy zadzwonił do mnie Maciek, z którym spotkałem się dawno temu w międzynarodowej korporacji w Warszawie. Przyszedł z pomysłem, żebyśmy zrobili coś razem – i to był najlepszy możliwy moment na założenie wspólnej firmy.
M.G.: Ja z kolei ukończyłem Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej, wybrałem tam specjalność architektura morska i przemysłowa. Na początku z tą sferą łączyło mnie głównie miejsce pracy – w Sopocie. Później miałem epizod w Warszawie, gdzie poznaliśmy się z Piotrem – dojeżdżaliśmy razem i spędzaliśmy sporo czasu w podróży w jedną lub drugą stronę. Następnie wróciłem na Wybrzeże. Udało mi się przekonać właścicieli francuskiej spółki Coplan do otwarcia biura w Gdańsku. W 2010 r. objąłem funkcję dyrektora gdańskiego oddziału firmy Tebodin. Realizowaliśmy tam duże projekty, m.in. rozbudowę Rafinerii Gdańskiej (program EFRA) oraz budowę centrum handlowego Forum Gdańsk. Po przejęciu Tebodinu przez Bilfinger spotkaliśmy się z Piotrem na budowie tunelu – wtedy pojawił się pomysł na Costa Project.

P.K.: Jak przez ten czas firma się zmieniała?
P.C.
: Zaczynaliśmy we dwóch. Na początku sięgaliśmy po mniejsze zlecenia, zajmowaliśmy się wszystkim sami.
M.G.: Pierwszym projektem w historii firmy była hala widowiskowo-sportowa w Skarszewach. To niewielkie miasto niedaleko Trójmiasta. Zadzwonił do mnie burmistrz i powiedział: „Maciej, potrzebujemy sprawnej pomocy przy zrobieniu projektu”. I rzeczywiście udało się ten proces przeprowadzić supersprawnie i skutecznie.
P.C.: I co ważne – ta hala według naszego projektu została później zrealizowana. Stała się dla nas potwierdzeniem, że to, co robimy, ma sens.
M.G.: Dzisiaj spółka zatrudnia około 40 osób i zrealizowała ponad 300 inwestycji. Jak na warunki trójmiejskie, jest to już zauważalna skala.
P.C.: Wyróżnia nas bardzo płaska struktura. Mamy zarząd – obecnie czteroosobowy – szefów projektów oraz inżynierów i inspektorów. Ta płaska struktura przekłada się na szybką i prostą komunikację w firmie oraz sprawny proces decyzyjny.
M.G.: Jesteśmy dostępni praktycznie dla wszystkich pracowników. Sami również pracujemy – oprócz zarządzania firmą angażujemy się w bieżącą działalność, zarówno w prowadzenie projektów, jak i organizację pracy zespołów.
P.C.: Wrócę jeszcze na chwilę do początków. Naszym pierwszym miejscem spotkań była kawiarnia w gmachu Opery Bałtyckiej w Gdańsku. Historia zatoczyła koło, bo rozpoczęliśmy współpracę z Operą, ale choć dziś fizycznie przebywamy znów w tym samym miejscu, jako firma znajdujemy się już zupełnie gdzie indziej.
M.G.: Piotr mówi o budowie nowej Opery Bałtyckiej, która ma powstać w centrum Gdańska, na Placu Zebrań Ludowych. To bardzo duże i ambitne przedsięwzięcie. Obecnie trwają przygotowania do międzynarodowego konkursu architektonicznego. Uczestniczymy w tym procesie, wspierając jego organizację. To pokazuje, jaką drogę przeszliśmy: od niewielkich projektów po inwestycje o dużej skali i znaczeniu.

Kamilia Konopko i Adam Piesyk – prokurenci Costa Project oraz Piotr Czech i Maciej Gwóźdź

P.K.: Czy pamiętają Panowie moment przełomowy, który najmocniej wpłynął na rozwój firmy?
P.C.:
Krokiem milowym okazała się dla nas współpraca z LPP SA – firmą osadzoną lokalnie, tak jak my, ale o międzynarodowej skali działania. Udało nam się podpisać kontrakt na nadzór nad budową jej biurowca Fashion Lab przy ulicy Łąkowej. Wtedy poczuliśmy, że wchodzimy na wyższy poziom.
Drugim takim klientem była skandynawska firma Dellner Components – światowy potentat w produkcji sprzęgów do pociągów. Również w tym przypadku odpowiadaliśmy za nadzór nad realizacją nowej fabryki. Te projekty dały nam wiarygodność i pozwoliły się dalej rozwijać.
M.G.: Dellner zaufał nam nie tylko w zakresie nadzoru, ale również całej koncepcji realizacji inwestycji. Właśnie tu po raz pierwszy mieliśmy możliwość w pełni zastosować nasz model działania „od początku do końca” i sprawdzić go w praktyce: od wyboru działki, przez wybór projektantów i wykonawcy, aż po nadzór nad wszystkimi procesami uzgodnieniowymi, inwestycyjnymi i formalnoprawnymi. Byliśmy częścią komitetu sterującego, w którym zasiadał również zarząd firmy ze Szwecji, więc przedsięwzięcie miało charakter międzynarodowy. Przez te lata udało nam się zbudować coś jeszcze ważniejszego niż pojedyncze projekty – relacje. Mamy dziś wielu klientów, którzy wracają do nas z kolejnymi inwestycjami. To jest dla nas jeden z fundamentów działalności – budowanie długoterminowych relacji, opartych na zaufaniu, i wspieranie klientów w ich kolejnych pomysłach.
P.C.: Najbardziej cieszy nas właśnie to, kiedy klienci wracają. To bardzo czytelny sygnał, że dobrze przeszliśmy razem przez proces inwestycyjny – mimo że, jak to w budownictwie, zawsze pojawiają się wyzwania i problemy. Jeśli klient decyduje się ponownie nam zaufać, to znaczy że nasza współpraca była dla niego wartościowa.
M.G.: Powracający klienci to chociażby LPP SA, 7R SA – dla którego realizujemy wiele projektów logistycznych – czy Międzynarodowe Targi Gdańskie. Wracają do nas także spółki miejskie, z którymi działaliśmy w przeszłości, czy zarządy portów w Gdyni i Gdańsku. Współpracujemy również z firmami międzynarodowymi, takimi jak HES International czy Depenbrock GmbH & Co.
Co ciekawe, współpracujemy też z firmami podobnymi do naszej – w modelu komplementarnym. Przy większych przedsięwzięciach łączymy siły, uzupełniamy swoje kompetencje i wspólnie realizujemy inwestycje. Warto tu wspomnieć o takich partnerach jak WSP Polska, AMP Partners czy Transprojekt Gdański.

P.K.: A co decyduje o sukcesie projektu: technologia, ludzie, komunikacja?
P.C.:
Ludzie decydują o sukcesie projektu i całej firmy. Nie bylibyśmy dziś w tym miejscu, gdyby nie nasz zespół: pracownicy i współpracownicy. To oni odgrywają kluczową rolę, zresztą jak w każdej organizacji.
Udało nam się stworzyć zespół ludzi, z którymi po prostu dobrze się pracuje – kompetentnych, zaangażowanych i gotowych do współpracy. Duże znaczenie ma też nasza płaska struktura organizacyjna, o której była mowa wcześniej. Dzięki niej komunikacja jest szybka i bezpośrednia, a decyzje podejmowane są sprawnie.
Opieramy się na zaufaniu, dzieleniu się wiedzą i doświadczeniem oraz wzajemnym wsparciu. Regularnie organizujemy sprinty projektowe, podczas których nie tylko kierownicy projektów, ale też inni członkowie zespołu dzielą się doświadczeniami i omawiają wyzwania z budów. Dzięki temu jeden projekt może wspierać drugi – wiele problemów jest podobnych, więc wymiana wiedzy realnie pomaga w ich rozwiązywaniu. Jeśli ludzie się komunikują, ufają sobie i chcą współpracować, wszystko zaczyna działać bardzo efektywnie.

P.K.: Tu dotykamy już sfery filozofii biznesu.
M.G.:
W gruncie rzeczy nasz biznes to relacje międzyludzkie. Dotyczy to zarówno współpracy wewnątrz zespołu, jak i kontaktów z klientami czy przedstawicielami administracji publicznej. Wszystko opiera się na zaufaniu i na dostarczaniu wysokiej jakości usług. Można powiedzieć, że sukces projektu to wypadkowa relacji, komunikacji i jakości, trudno tu zatem wskazać tylko jeden element, bo one wszystkie są ze sobą powiązane. Budowanie relacji, zaufania, jakości i bezpieczeństwa to niewątpliwie podstawa.
P.C.: Maciej często powtarza, że jesteśmy strażnikami interesów klienta. Relacje oparte na szacunku przekładają się na długofalowe współprace. Stąd biorą się klienci, którzy do nas wracają.
M.G.: Trzeba mieć dużo pokory, żeby budować relacje. „Albo masz rację, albo masz relację”. Poza tym dbamy o budżet, harmonogram i jakość dla każdego klienta – to klasyczny trójkąt project managera. Bez tego w naszej branży żadna relacja nie zadziała.

P.K.: Co zrobić, by jakość faktycznie wygrywała z ceną?
M.G.:
Nie chcemy i nie jesteśmy w stanie konkurować najniższą ceną. Nasza firma osiągnęła określoną skalę i zyskała rozpoznawalność na rynku. Mamy zespół profesjonalnych inżynierów, którzy wiedzą, co robią, są zaangażowani, mają odpowiednie kompetencje i dbają o interes klientów, dostarczając wysokiej jakości usługi. Tym wygrywamy.
P.C.: Usługę w każdym przypadku szyjemy na miarę klienta. Możemy współpracować zarówno z dużymi korporacjami, z myślą o których tworzymy konsorcja, jak i z małymi podmiotami. To nasza przewaga konkurencyjna – potrafimy się dostosować. Na rynku działają firmy zbyt duże dla mniejszych inwestorów, a my w tej niszy potrafimy funkcjonować skutecznie.

P.K.: Jaką rolę w pracach Costa Project odgrywają nowe technologie?
P.C.
: Coraz większą. Na rynku przybywa praktycznych narzędzi, a my staramy się z nich korzystać. Przy użyciu technologii BIM tworzymy cyfrowe bliźniaki obiektów. Takie modele służą i w czasie budowy, i później, ponieważ zawierają wszystkie informacje o urządzeniach i materiałach użytych w realizacji.
Korzystamy również z platform CDE (common data environment), gdzie znajduje się pełna dokumentacja budowy. Eliminujemy papier i setki maili – wszystko odbywa się w jednym środowisku wymiany informacji. To oszczędza czas i usprawnia procesy projektowania oraz budowy.
M.G.: Staramy się także wykorzystywać sztuczną inteligencję, szczególnie tam, gdzie potrzebne jest porównywanie dokumentów, analiza dużych pakietów danych i tworzenie syntez. AI wykonuje takie zadania szybko i sprawnie. Dzięki temu nie ma już „przewalania papierów” – wszystko odbywa się cyfrowo, co pozwala oszczędzić dużo czasu i energii. AI wykorzystujemy również do opracowywania ofert, a nawet projektów. Ostatnio sztuczna inteligencja zaprojektowała elewację biurowca – przedstawiła cztery sensowne propozycje, z których wybrano najkorzystniejszą.

P.K.: Są Panowie współorganizatorami Trójmiejskiego Dnia Zielonych Budynków. Skąd zaangażowanie w tym obszarze?
M.G.:
Siedziba naszej firmy znajduje się w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni. Kiedy aplikowaliśmy o możliwość pracy tutaj, jednym z warunków było wniesienie określonej wartości dla społeczności parkowej i regionu. Zaproponowaliśmy dzielenie się wiedzą o zrównoważonym budownictwie, co zostało bardzo dobrze przyjęte. W ten sposób rozpoczęła się inicjatywa konferencji. W tym roku, 21 maja, odbędzie się szósta edycja Trójmiejskiego Dnia Zielonych Budynków. Będziemy mówić o użytecznej roli sztucznej inteligencji, dobrostanie i zdrowym stylu życia.
P.C.: Jesteśmy ponadto członkiem Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego oraz certyfikowanym asesorem BREEAM – brytyjskiego systemu oceny i certyfikacji zrównoważonego budownictwa. Coraz więcej obiektów posiada takie certyfikaty lub jest do nich przygotowanych.
M.G.: Udało nam się nawet przekonać dyrekcję Opery Bałtyckiej do certyfikacji, bo warto projektować i budować obiekty przyjazne środowisku, użytkownikom, a jednocześnie trwałe i ekonomiczne w eksploatacji. Musimy, z myślą o przyszłych pokoleniach, dbać o to, by nie pogarszać stanu planety. To nasza odpowiedzialność.

P.K.: A jak rozumieją Panowie widoczność i społeczny wymiar firmy w tej branży? Czy klienci Costa Project zwracają na to uwagę?
P.C.:
Klienci nie zawsze, ale my tak. Dla nas to jest istotne i cieszy nas, że możemy działać również w tym obszarze. Angażujemy się w różne inicjatywy. Jesteśmy z Maciejem żeglarzami – to także nasza pasja, którą realizujemy prywatnie i zawodowo. Dlatego wspieramy i sponsorujemy sekcję żeglarską Politechniki Gdańskiej już od sześciu, siedmiu lat. Żaglówki Politechniki Gdańskiej pływają z logo Costa Project. Jesteśmy z tego bardzo dumni, a dodatkową satysfakcję daje nam to, że zawodnicy osiągają wysokie wyniki w Pucharze Polski.
M.G.: Poza tym staramy się angażować w wiele inicjatyw społecznych – również wspólnie z naszymi pracownikami. Co roku bierzemy udział w Szlachetnej Paczce, która powstaje dzięki zaangażowaniu całego zespołu. Tu duży wkład i zasługa naszych pracowników.
P.C.: Braliśmy także udział w akcji sadzenia mikrolasu przy Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni.
M.G.: Mikrolasy to pomysł profesora Akiry Miyawakiego z Japonii. Idea polega na tworzeniu gęstych, lokalnych ekosystemów. A ten mikrolas, który powstał przy Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w ramach Gdynia Design Days, jest jednym z najbardziej spektakularnych projektów realizowanych przez organizację Forest Makers.
P.C.: Współpracujemy również z firmami działającymi w parku naukowo-technologicznym i wspieramy się w ramach tej społeczności. Bierzemy udział w inicjatywach charytatywnych, takich jak Poland Business Run czy Morskie Regaty Przedsiębiorczości. Staramy się być aktywni również w tym obszarze, bo jest on dla nas ważny.

P.K.: Ostatnie lata to ogromne zmiany – pandemia, wojna, kryzysy. Jak to wpłynęło na rynek budowlany, łańcuchy dostaw i współpracę z partnerami, także ukraińskimi? Jak firma reaguje na te sytuacje?
M.G.:
Pandemia pozwoliła usprawnić procesy komunikacji i pracy zdalnej. Wszyscy nauczyli się funkcjonować w trybie online, co przyspieszyło transformację w sposobie działania i komunikowania się. Jednocześnie pandemia zmieniła rynek inwestycji – okazało się, że wiele osób może pracować zdalnie, co wpłynęło na mniejsze zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe.
Następnie wybuch wojny w Ukrainie wstrząsnął rynkiem i przerwał łańcuchy dostaw. Pojawiły się problemy m.in. ze stalą i wełną mineralną, a także spekulacje cenowe. W takich momentach kluczowe jest zachowanie spokoju i odporności na presję rynkową.
Dziś, gdy pojawiają się podobne sytuacje, widzimy powtarzające się schematy – pisma wykonawców mówiące o „sile wyższej” oraz roszczenia terminowe, a nawet cenowe. Zalecamy inwestorom zachowanie zimnej krwi i nieuleganie emocjom, bo wpływ tych zjawisk na realizację projektów często bywa przeceniany.

P.K.: A jakie są wyzwania dla firm takich jak Costa Project na przyszłość?
P.C.:
Działamy w branży silnie zależnej od koniunktury. Gdy jest stabilnie, inwestycje rosną, ale w czasie kryzysu następuje ich wyhamowanie. My wchodzimy właśnie w bardziej wymagający okres, który będzie dla nas wyzwaniem. Nie ma jednak sensu się załamywać – trzeba się dostosować i szukać szans w zmieniającej się sytuacji. Widzimy potencjał w sektorach, które będą się rozwijać, takich jak energetyka i infrastruktura energetyczna. Ważne są i pozostaną również inwestycje związane z bezpieczeństwem – realizujemy już pewne projekty należące do tego obszaru, w tym dla wojska, jednak nie możemy mówić o szczegółach.
M.G.: Branża budowlana jako pierwsza odczuwa kryzys i jako ostatnia z niego wychodzi. To coś, co już wielokrotnie obserwowaliśmy. Jednocześnie pewne obszary w kryzysie się wzmacniają – to m.in. bezpieczeństwo i infrastruktura krytyczna. Dlatego kierunki takie jak energetyka, obronność czy bezpieczeństwo państwa będą coraz ważniejsze. Warto też pamiętać, że programy inwestycyjne w zakresie bezpieczeństwa dotyczą nie tylko wojska, ale również szeroko rozumianej infrastruktury krytycznej – energetycznej czy żywnościowej. To może być istotny impuls rozwojowy dla całej branży.

P.K.: Costa Project działa od 2016 r., skończyła więc 10 lat. Jak będą wyglądały obchody jubileuszu?
M.G.:
Organizujemy je w maju. Można powiedzieć, że będzie to bankiet w stylu hiszpańskim – w nawiązaniu do naszej nazwy. Hiszpańskie klimaty kojarzą się ze świetną zabawą, muzyką, tańcem, dobrym jedzeniem i winem. Chcemy bawić się wspólnie z naszymi klientami, współpracownikami oraz przedstawicielami różnych środowisk, które nas wspierają i są naszymi przyjaciółmi. Jubileusz to także dobry moment, żeby podziękować naszym pracownikom i współpracownikom. To dzięki nim jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.
P.C.: To będzie też dobry moment, żeby świętować i powspominać te 10 lat, które razem przeszliśmy.

P.K.: Kolejne jubileusze na horyzoncie. Jak Panowie wyobrażają sobie firmę za 5 czy 10 lat?
P.C.:
Jesteśmy już firmą rozpoznawalną, z klientami, którzy do nas wracają – to dla nas ogromna wartość. Chcemy dalej rozwijać te relacje, ale jednocześnie pozostajemy otwarci na nowe możliwości. Staramy się działać elastycznie, w sposób zwinny, dostosowując się do zmieniającego się otoczenia. Liczymy, że kolejne 5, 10 lat będzie dla nas dalszym etapem rozwoju i ciekawą przygodą.
M.G.: Chcemy rozwijać się w sposób świadomy i odpowiedzialny – być blisko klientów i pracowników. Uważamy, że rozwój za wszelką cenę nie ma sensu. Zależy nam, aby nie tracić kontaktu z rzeczywistością i zachować równowagę organizacji. Chcemy nadal się uczyć, korzystać z nowych technologii, ale też edukować i dzielić się wiedzą. Na tym się skupimy.


Archiwum: Marcin Klimczak